wtorek, 10 grudnia 2013

Bonobo w Gdańsku



Simon Green, znany szerzej jako Bonobo, w marcu 2014 ponownie odwiedzi Polskę. Największa gwiazda wytwórni Ninja Tune wraz z zespołem zaprezentują ostatni krążek DJa, The North Borders, m.in. w gdańskim klubie B90.

Życzę powodzenia wszystkim próbującym opisać muzykę za pomocą określeń i etykiet. Występy Bonobo Live Band nie są typowymi dj setami. Nie da się im też przypiąć łatki koncertu. Najtrafniejsze (?) określenie to gigantyczny live act na gitarę, bas i perkusję, z towarzyszeniem sekcji smyczkowej i dętej. Opis wygląda koszmarnie, ale  zamknięcie tych dźwięków w słowach graniczy z niemożliwością.

To po prostu ogrom świetnej, trudnej do klasyfikacji muzyki. Downtempo, nu-jazz, breakbeat czy ambient - te wszystkie nurty tworzą u Bonobo doskonałą całość. Okazja, by doświadczyć magii już 21 marca. Szczegóły TU, zachwyt poniżej.

czwartek, 28 listopada 2013

What did You Fink?

Singer- songwriter to wymierający gatunek. Po kilku dekadach urodzaju (wystarczy wspomnieć Boba Dylana, Leonarda Cohena czy Joni Mitchell) nastał okres puszczy. A na puszczy woła jeden głos - Fink.


Można przykuć słuchacza do głośników na dwa sposoby. Pierwszy jest bardziej czasochłonny i kosztowny: skomplikowaną linię melodyczną ubieramy w bogatą aranżację, dorzucamy produkcyjne fajerwerki i frapujące detale, do tego obowiązkowo orkiestracja i chór gospel. Drugi to banał - sadzamy w studiu śpiewającego barda z gitarą. I czasami tyle wystarczy, by stworzyć coś niesamowitego.


Fink, a właściwie Fin Greenal, perfekcyjnie łączy grę techniką fingerstyle z lekko zachrypniętym, bluesowym wokalem. Aranżacja? Gitara, tamburyn i drugi głos Tima Thortona. Bez obaw - tak skromne środki w zupełności wystarczą, by wejść w głowę słuchacza na długie miesiące.





Fink - Maker (live at LP33, 2011)

czwartek, 22 sierpnia 2013

Buszujący w zbożu


Półtora roku po premierze Born And Raised ukazała się nowa płyta Johna Mayera. Miały być fajerwerki, są jedynie zimne ognie, ale i tak jest bardziej niż dobrze.

Wielki talent rodzi wielkie oczekiwania. Messi, Ronaldo czy Lewandowski w każdym meczu powinni strzelać gole, Kubica musi wygrywać każdy rajd, a John Mayer na każdej płycie ma obowiązek raczyć nas cudownymi kompozycjami. Najlepiej z długimi, porywającymi solówkami. Niestety, rzeczywistość wygląda trochę inaczej niż marzenia fanów. Bo siedmiokrotny laureat Grammy już po raz drugi serwuje nam country-pop made in Montana.

Wildfire nie jest otwarciem marzeń. Lekka piosenka o niczym, okraszona całkiem dobrą solówką to zimne ognie zamiast zapowiadanego dzikiego. Dear Marie do złudzenia przypomina Speak For Me z Born And Raised. Numer trzeci to utrzymana w spokojnym tempie ballada, uroczo snująca się przez cztery i pół minuty. Dobrze, ale bez błysku.

Błysk.


Paper Doll jest niemal idealną piosenką pop. Pięknie brzmiące gitary, pulsujący bas i łagodna, niebanalna melodia - oto przepis na sukces. Czy na miarę Gravity? Niekoniecznie. Ale od tej piosenki płyta nabiera rumieńców. Call Me The Breeze JJ Cale'a w interpretacji Johna Mayera wypada bardzo świeżo. Wiadomo, że to blues i odkrycie czegoś nowego w tym gatunku graniczy z niemożliwością, ale dodanie organów Hammonda i charakterystyczna gitara dodaje tej wersji sporo uroku. 

Romansu ciąg dalszy

Paper Doll było niemal idealne, Who You Love jest po prostu bardzo dobre. Duet z bardzo utalentowaną flecistką, Katy Perry, to nie tylko zabieg marketingowy. Wyczuwam skok na Grammy - czas pokaże, czy udany. Dalsza część płyty przynosi nudne I Will Be Found, za krótkie Wildfire, oraz 120-procentowe country w numerze dziewiątym. Ciekawiej robi się dopiero w Badge And Gun, kojarzącym się z dokonaniami tria Crosby, Stills & Nash. 


Na pół gwizdka

Powiedziałem sobie - nie chcę jechać w trasę, dopóki nie będę miał więcej muzyki, oddającej kim teraz jestem - tak w rozmowie z Billboardem Mayer uzasadniał potrzebę powstania Paradise Valley. Problem w tym, że nadal nie wiadomo, kim jest obywatel stanu Montana. Muzykiem country? Pop? Bluesmanem? Płyta zostawia zdecydowanie więcej pytań, niż odpowiedzi. Czuć, że nie jest to Mayer w szczytowej formie. Czuć, że stać go na więcej. Cały czas są to dobre kompozycje i ładne melodie. Ale czegoś brakuje. Czego? Być może przekonamy się na następnej płycie.

  1. Wildfire
  2. Dear Marie
  3. Waitin' On The Day
  4. Paper Doll
  5. Call Me The Breeze
  6. Who You Love
  7. I Will Be Found 
  8. Wildfire
  9. You're No One 'Til Someone Let You Down
  10. Badge And Gun
  11. On The Way Home
John Mayer - Paradise Valley, Columbia, 2013

sobota, 10 sierpnia 2013

Blues - remixed



Nie tylko politycy kochają zabawę statystyką. W pisaniu o muzyce sprawdza się równie dobrze. 

Led Zeppelin II sprzedała się w liczbie 12 milionów egzemplarzy.
Tak sformułowane zdanie nie robi na nas żadnego wrażenia. Bo czy ktokolwiek z nas widział milion płyt cd ułożonych obok siebie? Nie trzeba sobie tego wyobrażać, wystarczy rzucić okiem.


Brytyjski artysta Bruce Munro postanowił stworzyć płytowe "morze". Dzięki pomocy ludzi z całego świata udało mu się zrealizować ten karkołomny projekt. Gdyby ułożyć obok siebie wszystkie sprzedane kopie Led Zeppelin II taka instalacja zajęłaby prawie 14 arów. 

Album nagrano w 13 różnych studiach.
Jednak gdy zsumujemy odległości między tymi studiami otrzymamy astronomiczny wynik - 16 788 kilometrów. Page, Plant, Jones i Bonham rejestrowali poszczególne utwory w przerwach między koncertami podczas amerykańskich tras. 


Niektóre studia nie były, delikatnie mówiąc, zbyt nowoczesne. Jedno z nich, nazwane przez członków zespołu "szałasem" nie było wyposażone w ani jedną parę słuchawek... Robert Plant tak opisał proces nagrywania Led Zeppelin II
To było naprawdę szalone. Pisaliśmy numery w hotelowych pokojach, potem nagrywaliśmy sekcję w Londynie, wokale w Nowym Jorku, harmonijkę w Vancouver i wracaliśmy do Nowego Jorku dokończyć mix.
Płyta zajmuje czołowe miejsca w wielu rankingach.
Raz na kilka lat każde czasopismo muzyczne przygotowuje jakieś zestawienie: Guitarist - "50 najbardziej wpływowych albumów gitarowych w historii", Mojo - "100 najwspanialszych albumów jakie kiedykolwiek nagrano", Rolling Stone - "500 najwspanialszych albumów wszechczasów", i tak hen, w nieskończoność. Gdyby policzyć średnią z kilkunastu takich notowań i przyjąć, że każde z nich ma 100 pozycji, Led Zeppelin II zajęłoby 24. miejsce. Nieźle.

Dość ciekawostek, co z muzyką?
Ta płyta to w większości hard rockowe eksplorowanie bluesowych patentów. Jednak dzięki indywidualnościom każdego z członków zespołu otrzymaliśmy płytę wybitną. Najjaśniejszym blaskiem świeci gwiazda Jimiego Page'a. Zagrał na gitarze, skomponował (zremixował?) wszystkie utwory i co najważniejsze - kapitalnie wyprodukował album. Na szczególną uwagę zasługuje zabawa efektem stereo w What Is And What Should Never Be - majstersztyk! Co ważne, płyta nie ma słabych punktów, zapychaczy. Mimo upływu lat wszystkie kompozycje brzmią świeżo i dynamicznie.


O czym Plant piszczy?
O romansie z siostrą swojej żony w What Is And What Should Never Be, o miłości (głównie tej fizycznej) w Whole Lotta Love i The Lemon Song, podstarzałych groupies w Living Loving Maid oraz o tolkienowskim świecie Władcy Pierścieni w Ramble On. Słowem - dla każdego coś miłego. 

Podsumowując...
Pozycja obowiązkowa dla każdego zjadacza popkultury. Długogrająca definicja pojęcia "remix", jednocześnie na tyle oryginalna i energetyczna, by określić nowy gatunek - hard rock. Ciąg dalszy nastąpi.



Led Zeppelin - Led Zeppelin II (Atlantic, 1969)
  1. Whole Lotta Love
  2. What Is And What Should Never Be
  3. The Lemon Song
  4. Thank You
  5. Heartbreaker
  6. Living Loving Maid (She's Just A Woman)
  7. Ramble On
  8. Moby Dick
  9. Bring It On Home

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Best is yet to come


16 sierpnia na rynku ukaże się nowy album Johna Mayera - Paradise Valley. (nie?)Wierni czytelnicy wiedzą, że już ostrzę sobie zęby i ćwiczę słuch.

Premiera dopiero za 11 dni, czas więc odnaleźć ciekawostkę, mogącą pełnić rolę zapowiedzi. W przypadku Mayera nie jest to zbyt trudne - wystarczy wejść na pudelka youtube i odnaleźć jego występy zarejestrowane podczas Crossroads Guitar Festival. W 2004 roku gitarowy talent Johna po prostu eksplodował - już od pierwszych dźwięków dosłownie "kupił" zakochaną w bluesie publiczność. W poniższej improwizacji na pierwszy plan wybija się doskonała współpraca sekcji rytmicznej i lidera. Taki groove to dziś zjawisko niemal niespotykane - tym bardziej warto zwrócić na nie uwagę.