sobota, 23 kwietnia 2011

Anderson Bruford Wakeman Howe - An Evening Of Yes Music Plus


Anderson Bruford Wakeman Howe - An Evening Of Yes Music Plus

cd 1:
  1. Benjamin Brittens Young Person Guide To The Orchestra
  2. Time And A Word / Teakbois / Owner Of A Lonely Heart
  3. The Clap / Mood For A Day 
  4. Gone But Not Forgotten / Catherine Parr / Merlin The Magican
  5. Long Distance Roundaround
  6. Birthright
  7. And You And I
cd 2:
  1. Close To The Edge
  2. Themes
  3. Brother Of Mine
  4. Heart Of The Sunrise
  5. Order Of The Universe
  6. Roundabout
Tajemnicza okładka, nieprawdaż? Dla osoby pierwszy raz stykającej się z art rockiem/rockiem progresywnym także tajemnicze nazwiska. Panowie Anderson, Bruford, Wakeman i Howe to 4/5 oryginalnego składu Yes, progresywnej legendy lat 70.. W latach 80. poróżnili się z pozostałą 1/5 składu, czyli basistą Chrisem Squire'em, co zmusiło ich do grania pod własnymi nazwiskami. Nagrali tak dwie płyty, studyjną i koncertową, którą z przyjemnością opisuję.

Przede wszystkim, to bardzo specyficzna muzyka. Ma swój klimat, magię i przede wszystkim- cechuje się kosmiczną wręcz wirtuozerią instrumentalistów. Zwłaszcza na pierwszej płycie jest czas na indywidualne popisy. Po otwierającej krążek kompilacji kilku Yes'owych klasyków i utworów z ostaniej płyty (Time And A Word/ Teakbois/ Owner Of A Lonely Heart) przychodzi czas na gitarowy popis Steve'a Howe'a. W utworze numer 4. słyszymy tylko klawiszowe solo Rick'a Wakeman'a. Cały zespół powraca dopiero w Long Distance Roundaround, ale utwór kończy perkusyjne solo Bill'a Bruforda. Birthright nie należy do moich ulubionych kompozycji, w przeciwieństwie do kończącego krążek And You And I. Zróżnicowany i ciekawy utwór, jeden z najlepszych utworów Yes, do tego przepięknie wykonany.

Dysk drugi rozpoczyna się miażdżąco: otwiera go najbardziej rozpoznawalna kompozycja Yes, niemal 20-minutowa suita Close To The Edge. Utwór niebanalny i niepowtarzalny, jeżeli kogoś znużył pierwszy dysk tu może spodziewać się odmiany. Moją uwagę zawsze przykuwała grająca w niesamowity sposób gitara Steve'a Howe'a, szalona gra perkusji i urozmaicenie aranżacyjne i kompozycyjne. Zdaniem wielu Yes nigdy nie wydał nic lepszego niż ten utwór. Sporo w tym racji, ja także do niego wracam najczęściej. Po wysłuchaniu Close To The Edge reszta płyty wypada żałośnie...blado. Każdy z pozostałych utworów frapuje niczym dokonania Ewy Farny, czyli wcale.

Ten album polecam wszystkim rozpoczynającym przygodę z rockiem progresywnym oraz osobom zachwycającym się wieloma dokonaniami współczesnych wykonawców z kręgu muzyki alternatywnej. Zobaczycie, że wszystko już 'było'. Warto zatem przekonać się, kto ile i od kogo ukradł.