sobota, 4 czerwca 2011

Pride & Glory - Pride & Glory


Pride & Glory - Pride & Glory (1994)
  1. Loosin' Your Mind
  2. Horse Called War
  3. Shine On
  4. Lovin; Woman
  5. Harvester Of Pain
  6. The Chosen One
  7. Sweet Jesus
  8. Troubled Wine
  9. Machine Gun Man
  10. Cry Me A River
  11. Toe'n The Line
  12. Fadin' Away
  13. Hate Your Guts
Przypatrując się rozlicznym talent- show można zaobserwować, że każdy popisujący się w nich wokalista przegrywa w starciu z legendami. Nie umiem przypomnieć sobie udanego wykonania jakiejkolwiek piosenki chociażby Czesława Niemena w Idolu, Mam Talent czy X-Factorze. Ta obawa przed wybitnymi twórcami i ich dziełami nie opuszcza też piszących o muzyce. Za wszelką cenę starałem się unikać płyt, które uważam za pomnikowe. Jednakże wysłuchawszy wczorajszego koncertu podczas Top Trendy wobec wszechobecnej miałkości zapragnąłem MOCY. A z tym właśnie słowem utożsamiam zespół Pride & Glory.

Jest to pierwszy zespół Zakka Wylde'a prowadzony "na własną odpowiedzialność". Gitarzysta Ozzy'ego Osbourne'a postanowił dać upust swoim inspiracjom spod znaku bluesa i country, stąd na tym wspaniałym krążku tak wiele dźwięków banjo, harmonijki ustnej czy pianina. Jednakże Zakk to przede wszystkim miażdżące riffy i wirtuozeria gitarowa najwyższej próby. Te składniki sprawiają że danie, jakim jest płyta Pride & Glory jest nader smakowite i stało się niejako definicją southern rocka.

Warto zwrócić uwagę na wersję płyty, którą trzymamy w rękach. Oryginalne wydanie składało się z 14 ścieżek, omawiane to reedycja z 1999 roku. Pierwszy dysk to 13 utworów, wymienionych powyżej, na drugim znalazły się covery oraz niewydany wcześniej, unikatowy materiał- warto zapolować na to wydanie. 

Cała płyta jest niesamowicie energetyczna. Rozpoczynają ją dźwięki banjo, które przechodzą w pierwszy miażdżący riff- "Loosin' Your Mind" to także pierwszy singiel z płyty, promowany dodatkowo teledyskiem. Jego głównym atutem poza potężnym, zachrypniętym śpiewem Zakka jest wyśmienite solo. Drugi utwór to już sama hard rockowa energia- szybszy riff, charakterystyczne dla Wylde'a flażolety i znów szalone partie instrumentalne- słucha się tego z zapartym tchem. "Shine On" to jeden z najmocniejszych punktów płyty: pierwsza część wydaje się być dość zwyczajną, rockową piosenką. Natomiast po upływie nieco ponad 4 minut zalega kilkusekundowa cisza, po której wkracza miażdżący riffowy walec, zamieniający się w zespołową improwizację. Aby trochę ostudzić emocje, 4 utwór jest utrzymaną nieco w konwencji country- bluesa balladą. Kolejną jest "The Chosen One", jednakże zupełnie różni się od utworu numer 4. Pojawia się mroczna linia basu, partie smyczków Seattle Orchestra, ale nad wszystkim i tak góruje śpiew i gra Zakka Wylde'a. Kolejnym utworem jest "Sweet Jesus", gdzie frontman raczy nas swą grą na pianinie. "Troubled Wine" jest powrotem do energii z początku płyty, a z powierzchni ziemi zmiata riff w obniżonym stroju. Wspaniale i potężnie brzmi także końcówka "Toe'n The Line". Najbardziej emocjonalnym momentem płyty jest "Fadin' Away", zagrana na pianinie ballada, w której możemy także usłyszeć akustyczną gitarę i przepiękne orkiestrację. Ostatni utwór to "Hate Your Guts", żartobliwa miniaturka w stylu country.

Podsumowując- 68 minut muzyki która jest kwintesencją rocka. Wyrastające z bluesa, ale obdarzone mocą lokomotywy utwory są świetnie skomponowane i wykonane, melodyjne i nasycone niesamowitą energią. Pozostaje jedynie żałować, że zespół nagrał tylko jedną płytę, a Zakk Wylde oddał się heavy metalowi.