poniedziałek, 30 lipca 2012

Utwór: The Limp Twins - Sunday Driver


1. The Limp Twins - Sunday Driver (Tales from Beyond the Groove, 2003)

Znany (niestety) głównie z reklamy utwór tajemniczego duetu to naprawdę intrygująca propozycja. Za frontem Limp Twins stoi znany jako czołowa postać wytwórni Tru Thoughs - Quantic i to właśnie jego osobowość dominuje w tej kompozycji. Dopracowana warstwa rytmiczna, elektryczne pianino oraz jazzująca gitara idealnie komponuje się z delikatnym wokalem. Ciąg dalszy nastąpi. 

The Limp Twins- Sunday driver

niedziela, 29 lipca 2012

John Mayer - Where the light is (live in Los Angeles) cd2



John Mayer - Where the light is (live in Los Angeles) (2008)

  1. Waiting on the World to Change
  2. Slow Dancing in a Burning Room
  3. Why Georgia
  4. The Heart of Life
  5. I Don't Need No Doctor
  6. Gravity
  7. I Don't Trust Myself (With Loving You)
  8. Belief
  9. I'm Gonna Find Another You
Drugi dysk wspaniałego "Where the light is" to zapis koncertu Johna Mayera z zespołem. Cała uwaga słuchacza nie skupia się już wyłącznie na gitarowym geniuszu muzyka, poprzez mnogość użytego instrumentarium poraża wręcz kompozytorski i aranżacyjny rozmach. Przed nami godzina niesamowitych dźwiękowych pejzaży, pięknych melodii oraz istnego gitarowego nieba...

Ad rem - setlista bazuje na wydanym w 2006 roku albumie "Continuum". Występ otwiera "Waiting on the World to Change", czyli pop-rockowy protest song. Od pierwszych dźwięków zaskakuje rozbudowana aranżacja (oprócz sekcji rytmicznej klawisze, dwie gitary elektryczne oraz jedna akustyczna, wspomagane przez saksofon i trąbkę) towarzysząca zgrabnej i przebojowej melodii.  Utwór drugi to pościelowa ballada, okraszona nieziemskim gitarowym solem. Nie rozumiem obecności "Why Georgia" na tym krążku, dlatego z przyjemnością przejdę do "The Heart of Life" - przepięknej miniaturki na trzy gitary i wokal. Delikatna melodia snuje się na tle dialogu gitar i subtelnych chórków Davida Ryana Harrisa, który raczy nasze uszy wysmakowanym solem. Końcówka utworu to cytat z pochodzącego z "Continuum" "In Repair". Kolejna piosenka jest coverem kompozycji Raya Charlesa - ale jakim! Bujający riff sąsiaduje z rockowym mostkiem, po którym następują jazzujące sola trąbki i saksofonu. Jednakże gwoździem programu  jest obszerna partia solowa gitary, gdzie Mayer prezentuje pełen arsenał technik, z godną Hendrixa zmianą tempa włącznie. Szóste na liście "Gravity" to Mayerowy klasyk. Wersje z poprzednich płyt zawsze powalały niesamowitym feelingiem, jednakże dopiero wersja z "Where the light is" została moją ulubioną - pięknie brzmiące w tle organy Hammonda oraz chórki doskonale uzupełniają pełną pasji grę i śpiew Johna Mayera; moje serce skradł zwłaszcza finał kompozycji urozmaicony sekcją instrumentów dętych. Po tak pięknym momencie powinniśmy oczekiwać spadku napięcia. Niestety, mamy do czynienia ze zbyt utalentowanym showmanem, który najlepsze zostawił na sam koniec. "I Don't Trust Myself" to kolejna wyśmienita kompozycja - subtelny motyw przewodni, wysmakowane solo i sekcja dęta to tylko werbalne nazwanie tego, czym ta piosenka jest w rzeczywistości. To po prostu forma piosenki doprowadzona do doskonałości. Po tak olbrzymim ładunku wspaniałych dźwięków następuje bardziej dynamiczne "Belief", po którym przychodzi czas na wieńczące krążek "I'm Gonna Find Another You". Ostatnia kompozycja okazuje się być przepięknie wykonanym i zaaranżowanym bluesem.

W XXI wieku nie mieliśmy jeszcze lepszego wykonawcy z kręgu szeroko pojętej muzyki popularnej. Genialny kompozytor, aranżer i instrumentalista - czy trzeba mówić coś więcej? Wystarczy wcisnąć play i rozkoszować się naprawdę nieziemskimi dźwiękami.  





sobota, 28 lipca 2012

Red Hot Chili Peppers - Stadium Arcadium: Mars


Red Hot Chili Peppers - Stadium Arcadium: Mars (2006)

  1. Desecration Smile
  2. Tell Me Baby
  3. Hard to concentrate
  4. 21st Century
  5. She Looks To Me
  6. Readymade
  7. If
  8. Make You Feel Better
  9. Animal Bar
  10. So Much I
  11. Storm in a Teacup
  12. We Believe
  13. Turn It Again
  14. Death of a Martian
Obiecany uprzednio drugi dysk "Stadium Arcadium" ma bardzo wiele wspólnego z "Master of Reality" Black Sabbath oraz z wszelakimi brzmieniowymi i kompozycyjnymi trickami Jimi'ego Hendrixa. Co więcej - skrzy się od pomysłów i naprawdę intryguje na wielu płaszczyznach, o czym zamierzam Was dziś przekonać. 

Zaczyna się bardzo niepozornie - "Desecration Smile" to na pierwszy rzut ucha prosta akustyczna ballada. Jednakże specjalnością RHCP jest ukrywanie wielu warstw utworu pod płaszczykiem prostoty. Chórki Frusciante, harmonizowane gitary w drugiej zwrotce, brzmieniowe eksperymenty w trzeciej - te wszystkie elementy składają się na aranżacyjne bogactwo kompozycji. Numer drugi to funkowe "Tell Me Baby", gdzie na pierwszy plan wybija się klangujący bas. Całości dopełniają zagrane z użyciem efektu fuzz solo oraz (oczywiście) chórki Frusciante. Zupełnie inny klimat przynosi utwór trzeci, napisany z okazji ślubu basisty - bongosy, budujący kompozycje bas oraz wiele warstw gitar dowodzą po raz kolejny wielkiego talentu Fru. Do nagrywania "Stadium Arcadium" używał on 24-ścieżkowego miksera i nie był to zabieg na pokaz - rzeczywiście można usłyszeć efekty tak tytanicznej pracy nad brzmieniami. Kolejny dynamiczny utwór to "21st Century" - uwodzi zwłaszcza końcówka numeru, gdzie doświadczamy inkarnacji Jimi'ego Hendrixa. "She Looks To Me" to zwyczajna rockowa piosenka, która w zasadzie przebrzmiewa bez echa, ale o kolejnym numerze mógłbym napisać naukową rozprawę - "Readymade" to prawdziwy rockowy walec. Głęboki basowy riff, powtórzony później przez gitarę jest przełamany ciekawym rozwiązaniem rytmicznym; dokładając do tego melodyjny refren, harmonie gitarowe oraz nieziemskie solo otrzymujemy naprawdę wyśmienity numer. Kolejną ciekawą propozycją jest "Animal Bar" - urzeka zwłaszcza arsenał gitarowych brzmień Johna. Po przebojowym, acz męczącym "So Much I" przychodzi czas na esencję funk - rocka. Mowa o "Storm In A Teacup", niesamowicie energetycznej kompozycji, opartej na zdawałoby się oklepanych rozwiązaniach. Jednakże poprzez niesamowitą ilość warstw dźwiękowych oraz właściwą papryczkom łatwość komponowania świetnych melodii piosenka sama wchodzi w głowę. Arcyciekawe rytmicznie, aranżacyjnie (dziecięcy chór) i gitarowo (przepiękne zastosowanie efektów delay i echo) jest "We Believe". Jednakże to po tym utworze następuje gwóźdź programu. "Turn It Again" to zgrabny funkowy riff i oczywiście połamana rytmika, przełamana energetycznym, melodyjnym refrenem. Niby nic szczególnego, ale gdy dochodzimy do partii solowej przypominamy sobie Sabbathowe "Master of Reality" - tak pięknego rozmieszczenia gitar w panoramie nie słyszałem właśnie od czasu odkrycia tego krążka! Do tego tak cudowna różnorodność brzmień - od harmonizowanych przesterów, przez efekt wah-wah i phaser, aż po whammy i moogi. Nie na darmo użyto tego 24-ścieżkowego miksera... Po dźwiękowej poezji przyszedł czas na życiową prozę - ostatnia na albumie kompozycja opiewa zmarłego psa o imieniu Martian.

Tak różnorodny materiał zawsze rodzi problem z odbiorem. Trzeba mieć świadomość, że jest to produkt - kierowany do szerokiej rzeszy odbiorców, słuchających odmiennych rodzajów muzyki. Przekonuje mnie jedynie wspólny mianownik wszystkich kompozycji - aranżacyjna doskonałość i geniusz Johna Frusciante. Dla mnie to dzieło jednego autora, który przez swoją grę wyniósł radosny funk na wyżyny sztuki. 

 

piątek, 27 lipca 2012

Utwór: Black Label Society - Spoke In The Wheel

1. Black Label Society - Spoke In The Wheel (Skullage, 2009)

Zakk Wylde na 6-strunowej oraz Nick Catanese na 12-strunowej gitarze tworzą niesamowicie brzmiący duet, wykonujący jedną z najlepszych kompozycji Zakka. Klimaty wybitnie dla miłośników nieodżałowanego Pride & Glory

Black Label Society - Spoke In The Wheel (Acoustic)

2. Black Label Society - Spoke In The Wheel ( The European Invasion - Doom Troopin' Live, 2006)

Elektryczna wersja tej samej kompozycji to synteza dwóch oblicz Wylde'a - akustyczna ballada została połączona z heavy metalową, pełną pentatonicznych skal improwizacją. Urzeka zarówno śpiew Zakka jak i pełna pasji gra solowa. Wstyd nie znać. 


czwartek, 26 lipca 2012

John Mayer - Where the light is (live in Los Angeles) cd1


John Mayer - Where the light is (live in Los Angeles) (2008)
  1. Neon
  2. Stop This Train
  3. In Your Atmosphere
  4. Daughters
  5. Free Fallin'
  6. Everyday I Have the Blues
  7. Wait Until Tomorrow
  8. Who Did You Think I Was
  9. Come When I Call
  10. Good Love Is on the Way
  11. Out of My Mind
  12. Vultures
  13. Bold As Love
Goszczący już dwukrotnie na łamach bloga gitarzysta i wokalista niczym Terminator powraca i stanowczo mówi: "I'll be back". Trzecia jego obecność jest ściśle związana z jedną z najlepszych płyt koncertowych w historii muzyki popularnej. Pierwszy dysk "Where the light is" to Mayer akustycznie oraz w trio, gdzie towarzyszą mu Steve Jordan oraz Pino Palladino, czyli skład z genialnego "Try!"

Set akustyczny mimowolnie kojarzy mi się z brodatym bardem w rozciągniętym swetrze. Gdy zamiast tego na wysokim barowym krześle zasiada młodzieniec o urodzie playboya to wiedz, że coś się dzieje, a właściwie - że dzieje się coś wielkiego. John Mayer za pomocą bardzo ascetycznych środków buduje naprawdę doskonałe utwory - przebojowe "Neon" to kapitalny koncertowy otwieracz, a akustyczna gitara wcale nie umniejsza potencjału piosenki. Co najwspanialsze - bardzo skomplikowanemu riffowi towarzyszy lekki i swobodny śpiew, a naprawdę kunsztowna gra przychodzi Mayerowi bardzo naturalnie. Znany z "Continuum" utwór drugi to cudnej urody ballada; natomiast subtelna "In Your Amosphere" to jedna z pierwszych napisanych przez Mayera piosenek, która została wydana dopiero na tym albumie. Przy czwartym utworze na scenie oprócz lidera pojawia się Robbie McIntosh z gitarą dobro i sprawia, że jeden z największych przebojów Johna Mayera zupełnie zmienia charakter - z popowego szlagiera staje się bluegrassową balladą. Przy "Free Fallin'" dosiada się jeszcze David Ryan Harris - dzięki niemu trochę zakurzony utwór Toma Petty'ego nabiera zupełnie innego oblicza; pięknie brzmią przenikające się gitary akustyczne, gitara dobro oraz subtelne chórki przywodzące na myśl trio Crosby, Stills & Nash. W tym momencie następują oklaski i chwila przerwy - właśnie zakończyliśmy część akustyczną, by przejść do występu w trio. I to tu zaczyna się prawdziwy show. Mayer, Jordan i Palladino to zgrany i doskonale rozumiejący się na scenie skład. Rozpoczynają od standardu - "Everyday I Have the Blues" ukazuje w pełni możliwości Mayera jako gitarzysty. Urzeka przede wszystkim selektywne brzmienie i techniczna doskonałość zarówno partii podkładowych, detali oraz solówek. "Wait Until Tomorrow" to cover Sami-Wiecie-Kogo; karkołomny riff i równoczesny śpiew nie sprawiają żadnych problemów liderowi, co więcej - Mayer w tym utworze gra absolutnie mistrzowskie solo, którego można słuchać w nieskończoność. "Who Did You Think I Was" to znany z "Try!" singiel; wersję z tego wydawnictwa wyróżnia cudowna końcowa improwizacja, przywodząca na myśl kapitalny feeling Hendrixowego Band of Gypsys. W zupełnie innym klimacie utrzymana jest kolejna kompozycja - "Come When I Call", zagrane na gitarze hollow- body kojarzy się z klasycznym chicagowskim bluesem. O rejony pop zahacza "Good Love Is On the Way", natomiast "Out of My Mind" to również niemal definicyjny blues, tym razem kojarzący się z Ericiem Claptonem. Po przebojowym "Vultures" duch Hendrixa nawiedza nas ponownie przy okazji "Bold As Love". Rozbudowana, prawie dziewięciominutowa wersja to istny raj dla miłośnika bluesowych dźwięków.

Podsumowanie? Wielu gitarzystów próbowało naśladować Hendrixa. John Mayer posunął naśladownictwo o krok naprzód twórczo czerpiąc z bluesowej i blues- rockowej stylistyki, do której dołożył popową wrażliwość i wyczucie melodii. Z tej mieszanki powstała lekka ale niebanalna oraz kunsztowna instrumentalnie muzyka, która przez lata nie wychodzi z odtwarzacza. Ciąg dalszy niebawem. 


piątek, 13 lipca 2012

Utwór: The Mars Volta - The Widow

1. The Mars Volta - The Widow (Frances the Mute, 2005)

Jedyny chyba utwór zespołu będący klasyczną w formie piosenką. Nawiązując do wczorajszego posta - w "The Widow" gościnnie udziela się grający na trąbce Flea; bogatej aranżacji dopełniają organy Hammonda oraz niesamowicie przestrzenna gra gitar. Zrozumieć nie umiem jedynie teledysku.

czwartek, 12 lipca 2012

Red Hot Chili Peppers - Stadium Arcadium: Jupiter


Red Hot Chili Peppers - Stadium Arcadium: Jupiter (2006)

  1. Dani California
  2. Snow
  3. Charlie
  4. Stadium Arcadium
  5. Hump de Bump
  6. She's only 18
  7. Slow Cheetah
  8. Torture Me
  9. Strip My Mind
  10. Especially in Michigan
  11. Warlocks
  12. C'mon Girl
  13. Wet Sand
  14. Hey
Miłośnikiem talentu Johna Frusciante jestem od dawna. O różnych obliczach jego dźwiękowego świata przekonuje chociażby pobieżne przesłuchanie płyt solowych oraz krążków wydanych z RHCP. "Stadium Arcadium" na pierwszy plan wysuwa zmysł aranżacyjny i niesamowitą gitarową maestrię muzyka. Aby nieco przełamać towarzyszący Papryczkom stereotyp prostej i lekkiej popowej muzyki zagłębimy się w zawartość pierwszego dysku tego dwupłytowego wydawnictwa.

Pierwsze wrażenie? Nieomal zmieniłem swoje religijne zapatrywania, po prostu idzie uwierzyć w reinkarnację. Duch Hendrixa jest niemal namacalnie obecny w większości kompozycji, dokładając do tego funkową energię, otrzymujemy jedną z najlepszych płyt wydanych w XXI wieku. Singlowe "Dani California" to ładnie zaaranżowana, ale dość powszechna akordowa progresja okraszona naprawdę przyjemnym gitarowym solem (poniżej iście Hendrixowa wersja live). Na pochwałę zasługuje arcykomiczny teledysk, w którym kwartet parodiuje sceniczne zachowania rozmaitych wykonawców rockowych z ostatnich 50 lat. Utwór numer dwa to kolejny singlowy przebój, który na mnie nie zrobił większego wrażenia. Serce szybciej zabiło mi przy bardzo Red Hotowym "Charlie". Mocny bas, funkująca gitara, melodyjny refren i gitarowe detale oraz solo zagrane oczywiście z użyciem efektu wah- wah. Po przyjemnym, acz szybko wylatującym z głowy utworze tytułowym przychodzi czas na rewelacyjne "Hump de Bump". Ponownie osnową całej kompozycji jest fenomenalnie brzmiący bas i funkowa, przecudnej urody gitara. Perkusyjna wstawka w środku utworu i zgrabne partie trąbki to dodatkowe atuty tej (za)krótkiej piosenki. Duch Jimi'ego Hendrixa nawiedza nas ponownie przy okazji "She's only 18". Riff oraz solówka zagrane z użyciem "kaczki" są jednymi z moich ulubionych zagrywek. Małą odmianą jest akustyczne "Slow Cheetah", gdzie tym razem nasze uszy raczą typowe dla Frusciante zabawy z efektem tap reverse. Najbardziej dynamiczne na krążku jest "Torture Me", ale palmę pierwszeństwa zdecydowanie dzierży "Strip My Mind". Kompozycja bardzo niepozorna - aż do 2:45 dzieje się naprawdę niewiele. Jednakże w tym momencie rozpoczyna się solo  przepięknie brzmiącej gitary: jednocześnie czystej, przesterowanej, chropowatej i śpiewnej. W utworze dziesiątym gościnnie udziela się Omar Rodriguez-Lopez z The Mars Volta. "Warlocks" to kolejna dawka funkowej energii, która poprzedza najbardziej miałki utwór z krążka, czyli "C'mon Girl". Trzynastka to kolejna ballada, którą ratuje naprawdę nieziemskie solo - zagrane na wysokich dźwiękach, ale bezbłędnie czyste. Ostatnia kompozycja doskonale pokazuje zarówno wokalny talent Frusciante jak i jego subtelne  gitarowe frazowanie.

"Stadium Arcadium" to gitarowa płyta pop. Okazuje się, że melodyjne i przebojowe utwory mogą być jednocześnie pełne ciekawych aranżacyjnych rozwiązań i dźwiękowych szaleństw. Red Hot Chili Peppers przez ponad godzinę zapewniają bogate i barwne muzyczne danie pełne gitarowych kąsków. Dysk drugi niebawem. 



sobota, 7 lipca 2012

Utwór: Jon Cleary & The Absolute Monster Gentleman - Got To Be More Careful


1. Jon Cleary & The Absolute Monster Gentlemen - Got To Be More Careful (House M.D. OST)

Najbardziej znany serial medyczny ostatniej dekady przyniósł nie tylko olbrzymią popularność Hugh Lauriemu, ale także przyczynił się do wzrostu zainteresowania ciekawą muzyką. Na dzisiejszą noc polecam (nieco ironicznie wspominając rozbite wczoraj auto) "Got To Be More Careful" - prawdziwą bluesowo funkującą perełkę. Bądźcie ostrożni.