czwartek, 30 sierpnia 2012

Utwór: Limp Bizkit - Take a Look Around


1. Limp Bizkit - Take a Look Aroun (Chocolate Starfish and the Hot Dog Flavored Water, 2000)

Ostatnio w nadmiarze czytywałem plotkarskie magazyny; siła skojarzeń z Tomem Cruise'm prowadzi wprost do tej wyśmienitej piosenki - głównego motywu Mission Impossible 2. Limp Bizkit oprócz daru wymyślania pokręconych tytułów płyt mają niesamowitą zdolność do komponowania kipiących energią numerów. W tym kawałku przestrzenne w aranżacji, rapowane zwrotki przeplatają się z prawdziwą gitarową miazgą. Uwaga: teledysk może zawierać śladowe ilości scjentologa. 

środa, 29 sierpnia 2012

Kasabian - West Ryder Pauper Lunatic Asylum


Kasabian - West Ryder Pauper Lunatic Asylum (2009)
  1. Underdog
  2. Where Did All The Love Go?
  3. Swarfiga
  4. Fast Fuse
  5. Take Aim
  6. Thick As Thieves
  7. West Ryder Silver Bullet
  8. Vlad The Impaler
  9. Ladies And Gentlemen/Roll The Dice
  10. Secret Alphabets
  11. Fire
  12. Happiness
Elton John? "Grubas w dresie". My Chemical Romance? "Dzieci emo, klauny". Pete Doherty? "Pieprzony włóczęga". To tylko niektóre z opinii muzyków Kasabian o innych artystach. Młodzi, niegrzeczni, prowokujący przy każdej możliwej okazji. Czy mają muzyczne podstawy do takiego zachowania? Sprawdźmy to.

Już pierwsza piosenka jest po prostu znakomita - "Underdog" ujął mnie przede wszystkim idealnym balansem pomiędzy brzmieniami elektrycznymi, akustycznymi i elektronicznymi. Do tego kapitalna gitara z efektem fuzz, orkiestracje przywodzące na myśl bollywoodzki film oraz iście beatlesowskie harmonie wokalne - mamy murowany przebój! Jeżeli myślicie, że to tylko jedyny-dobry-na-płycie, skłaniający do zakupu LP singiel - mylicie się. Jeszcze lepszy jest utwór drugi: tym razem prym wiedzie orkiestra, a przebojowy rytm wprost zaprasza do tańca. Ciekawą impresją jest "Swarfiga" - na tle szybkiego rytmu i organów Hammonda niepokoją nas dźwięki gitary a'la Syd Barret - grane slide'm lub zapalniczką. Energetycznie robi się przy okazji numeru czwartego - niesamowicie przebojowy riff sąsiaduje z orientalnym refrenem; znów na uwagę zasługują idealne proporcje pomiędzy brzmieniami akustycznymi a elektrycznymi. "Take Aim" rozpoczyna się od przepięknej orkiestracji, którą przełamuje prosty, ale dobry gitarowy motyw. Kompozycja wspaniale się rozwija, a wisienką na torcie są partie orkiestry i syntezatora. Balladowe oblicze Kasabian prezentuje "Thick As Thieves". Przy tym utworze uświadomiłem sobie ponownie, jak niewiele zmieniło się w muzyce popularnej od czasów Beatlesów - tą piosenkę można spokojnie umieścić na "Revolver" i nie wzbudziłoby to niczyich podejrzeń. Cudownie tajemniczo i orientalnie snuje się "West Ryder Silver Bullet", które sąsiaduje z tanecznym, przebojowym i pełnym elektroniki "Vlad The Impaler". Po dość bezpłciowej dziewiątce przychodzi czas na oniryczne, pełne przepięknej orkiestracji "Secret Alphabets". Jednak największym przebojem z płyty jest bez wątpienia "Fire". Kompozycja brzmi doskonale od stonowanego śpiewu na tle niepokojących gitar i kapitalnych bębnów, poprzez obłędnie przebojowy refren, aż po elektroniczny mostek i psychodeliczną końcówkę. I mimo, że wielu po tej kompozycji wyłącza płytę, warto poczekać do dwunastego "Hapiness". Osadzona w brzmieniach gospel piano-ballada to moja ulubiona kompozycja na krążku - to swoista perła w koronie, Kasabian dowodzą w niej, że są kimś więcej niż pyskatymi chłopakami. To naprawdę kawałek przepięknej muzyki.

Wielu zarzuca temu zespołowi, że nie wnoszą nic nowego do muzycznego dorobku ludzkości. I bardzo dobrze! Dla mnie niepokorni Brytyjczycy są mistrzami dźwiękowej układanki - z dostępnych elementów budują naprawdę frapujące kompozycje. Dźwiękowa złożoność godna Pink Floyd czy przebojowy instynkt Beatlesów sąsiaduje z nowoczesną elektroniką i porównywaną do Jima Morrisona charyzmą wokalisty. Naprawdę doskonała płyta.  



poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Utwór: Black Label Society - Lead Me To Your Door


1. Black Label Society - Lead Me To Your Door (Shot to Hell, 2006)

Syntezatory, perkusja a'la Led Zeppelin, pianino, sekcja smyczkowa - czy którykolwiek z tych składników kojarzy się Wam z Black Label Society? Mi żaden, a mimo to ten utwór to jedna z moich ulubionych kompozycji Wylde'a i spółki. Niezwykle zgrabnej melodii i strukturze towarzyszy przepiękne solo, a kilka dźwięków od 2:11 do 2:15 dosłownie skradło moje serce. Ballada nie tylko dla fanów metalu. 

Black Label Society - Lead Me To Your Door

niedziela, 26 sierpnia 2012

Utwór: Wild Cherry - Play That Funky Music


1. Wild Cherry - Play That Funky Music (Wild Cherry, 1976)

Ten nieśmiertelny hit powstał w zupełnie absurdalnych okolicznościach. Wild Cherry było początkowo zespołem hard rockowym. Fani zespołu prosili o stworzenie większej ilości kompozycji w stylu disco, zyskującym wtedy na popularności. Podczas przerwy w koncercie perkusista Rona Beitle w trakcie rozmowy z wokalistą zespołu Robertem Parissim użył frazy "play that funky music, white boy", którą lider White Cherry szybko przekuł na piosenkę zapisaną na barowej karcie dań. Dalsza historia utworu to pasmo sukcesów - pierwsze miejsce na liście Billboard Hot 100 i sprzedaż singla przekraczająca 2.5 miliona egzemplarzy. 


sobota, 25 sierpnia 2012

Pink Floyd - Wish You Were Here


Pink Floyd - Wish You Were Here (1975)

  1. Shine On You Crazy Diamond (Parts I-V)
  2. Welcome to The Machine
  3. Have a Cigar
  4. Wish You Were Here
  5. Shine On You Crazy Diamond (Parts VI-IX)
Następca bestsellerowego "The Dark Side of the Moon" rodził się w bólach - oszałamiający sukces poprzedniego longplaya wywarł na muzykach potężną presję, która spowodowała twórczą blokadę. Powstał wtedy projekt znany do dziś dnia jako "Household objects" - panowie postanowili grać na różnego rodzaju sprzęcie domowym: szklankach, sztućcach, odkurzaczach... Po miesiącu pracy powstały zaledwie dwie minuty muzyki, co skłoniło muzyków do uznania projektu za niepowodzenie i zabrania się do konstruktywnej kompozycyjnej pracy, której efektem jest mój ulubiony album Pink Floyd. 

Tematem przewodnim całej płyty jest nieobecność. Jej symbolem stał się Syd Barret - jeden z założycieli zespołu, który w związku z nadużywaniem LSD i problemami natury psychicznej został usunięty z zespołu. Waters, Gilmour, Mason i Wright wokół czterech nut zagranych na gitarze zbudowali opowiadający o Sydzie, wielowątkowy i rozbudowany utwór - "Shine On You Crazy Diamond". Pierwotnie miał on zapełnić całą pierwszą stronę wydania winylowego, ale z powodu zbyt długiego czasu trwania podzielono go na dwie ścieżki, które otwierały i zamykały album. Pierwsza część utworu (0:00 - 3:54) to swoiste intro oparte na dźwiękach syntezatorów (VCS3 i ARP Solina) oraz organów Hammonda. W tle słyszymy wspomniany fragment projektu "Household objects"  - dźwięk pocieranych zwilżonymi palcami napełnionych w różnym stopniu wodą kieliszków. Na tym tle David Gilmour raczy nas wysmakowanym gitarowym solem. Drugi dźwiękowy pejzaż (3:55 - 6:26) to wspomniana już sekwencja czterech dźwięków, od której rozpoczęło się komponowanie utworu, przechodząca w kolejne gitarowe solo zagrane tym razem przy akompaniamencie sekcji rytmicznej.  W części trzeciej (6:27 - 8:41) do głosu dochodzi klawiszowiec, Rick Wright. Jego solo na syntezatorze Mini Moog sąsiaduje z bardzo bluesową partią gitarową Gilmoura. Wokal pojawia się dopiero w części czwartej (8:42 - 11:14); głównemu głosowi Watersa towarzyszą chórki Gilmoura, Wrighta oraz dwóch soulowych wokalistek: Venetty Fields oraz Carleny Williams. Utwór wieńczy część szósta, będąca saksofonowym solem Dicka Parry'ego na tle eksperymentującej z metrum sekcji rytmicznej. Szum syntezatora wprowadza nas płynnie w utwór drugi - "Welcome to The Machine". Piosenka ma bardzo mroczny nastrój, zbudowany za pomocą syntezatorów i histerycznego wokalu; tekst traktuje o konfrontacji idealistycznych marzeń z twardą rzeczywistością show-businessu. Ciekawą kompozycją jest "Have a Cigar" - to jeden z dwóch utworów w historii zespołu, gdzie głównym wokalistą jest osoba spoza Pink Floyd. Po wielu próbach zaśpiewania utworu Waters i Gilmour postanowili zaprosić do współpracy Roya Harpera, wyśmienitego gitarzystę i wokalistę z kręgu muzyki folk; do wyraźnie rockowego riffu jego szorstki głos nadawał się idealnie i to ta wersja znalazła się na płycie. W "Have a Cigar" oprócz świetnej gry gitarowej Gilmoura i elektrycznego pianina Wrighta na uwagę zasługuje naprawdę celny tekst Watersa parodiujący towarzyszący rockowym zespołom blichtr (słynne pytanie "Which one is Pink?"). Bardzo ciekawe jest również przejście w kolejną kompozycję - wieńczące utwór solo zaczyna brzmieć jak odtwarzane na tranzystorowym radyjku, słychać też odgłos strojenia odbiornika (rejestracji dokonał David Gilmour w zaparkowanym przed studiem samochodzie) - solo z "Have a Cigar" przeplata się z IV Symfonią Czajkowskiego, losowymi rozmowami, aż wreszcie dochodzimy do głównego motywu tytułowej kompozycji. Do brzmiącego jak w radiu riffu "Wish You Were Here" Gilmour gra przepiękne akustyczne solo, którego można słuchać w nieskończoność. Całość została tak zmiksowana, że słuchacz ma wrażenie siedzącego w samochodzie gitarzysty, improwizującego do słuchanej w radiu muzyki. Po zaśpiewanej przez Gilmoura zwrotce następuje wzbogacone scatem gitarowe solo. Refren to przede wszystkim wyraz tęsknoty za utraconym przyjacielem, a także za stanem w którym zespołu nie rozdzierały wewnętrzne konflikty. Szum wiatru zwiastuje koniec kompozycji i przejście w wieńczące album partie "Shine On You Crazy Diamond". Część VI (0:00-4:55) to przede wszystkim uzupełniające się partie dwóch gitar basowych, syntezatorowe pejzaże i zagrane na gitarze slide rozbudowane solo. Bliźniaczo podobna do częśći IV okazuje się być część VII, ciekawe rozwiązania przynosi natomiast numer VIII (6:05-8:59). Buduje go niemalże funkowy riff oraz rytmika, okraszona świetną grą elektrycznego pianina i syntezatorów. Zakończeniem płyty jest część IX (9:00-12:31), którą Gilmour opisał jako "(...)wolny pogrzebowy marsz w 4/4... częściowo muzyczną elegię dla Syda". W ostatniej minucie utworu słychać zagrany na pianinie refren "See Emily Play" - jednej z Pink Floydowych kompozycji autorstwa Barreta. 

Poczas prac nad albumem w studiu Abbey Road nieoczekiwanie pojawił się gruby człowiek z plastikową reklamówką. Miał wygolone brwi i obcięte krótko włosy. Dawni koledzy z zespołu dopiero po 45 minutach rozpoznali w nim Syda Barreta, pierwszego lidera Pink Floyd. Wright, który wówczas pracował w studiu początkowo myślał, że to jakiś przyjaciel Watersa. Gilmour podejrzewał, że to ktoś z wytwórni EMI. Storm Thorgeson (projektant okładek Pink Floyd) wspomina: "Dwie albo trzy osoby płakały. (Syd) usiadł z nami i pogadał trochę, ale tak naprawdę nie był wśród nas obecny.". Waters podobno płakał na widok dawnego kolegi z zespołu. Tego dnia (5 czerwca 1975) miał miejsce ślub Gilmoura, na który Barret został oczywiście zaproszony, ale wyszedł z niego bez pożegnania. Członkowie zespołu nie widzieli go do odtąd aż do śmierci w 2006 roku. Ten incydent nie miał wpływu na teksty (były już napisane), jednakże to on zainspirował Wrighta do zagrania refrenu "See Emily Play" w końcówce "Shine On You Crazy Diamond". 

Podsumowując - to smutna i przejmująca, ale wspaniała płyta. Podporządkowanie jednemu tematowi ogranicza się tylko do warstwy lirycznej, absolutnie nie krępując kompozycji - ich bogactwo nie pozwala na pobieżne i jednokrotne przesłuchanie. Po 37 latach muzyka Pink Floyd nadal prezentuje się niesamowicie.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Utwór: The Vines - Amnesia


1. The Vines - Amnesia (Winning Days, 2004)

Australijscy specjaliści od ballad i hałasu ponownie goszczą na mych łamach. Tym razem bezpośrednim powodem jest nieco senny, acz przecudnej urody utwór z (oczywiście nierównego) albumu "Winning Days". Niebiańskie partie wokalne i piękne brzmienia gitar ujęły mnie na tyle mocno, że piosenki słucham nieprzerwanie od...7 lat. Takiej miłości na lata życzę również czytelnikom.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Utwór: Steve Vai - Tender Surrender


1. Steve Vai - Tender Surrender (Alien Love Secrets, 1995)

Pochodzący z dość dziwacznego wydawnictwa (EP-ka będąca dvd) utwór urzeka mimo upływu lat. "Tender Surrender" w swojej strukturze i tempie przypomina "Villanova Junction" Jimi'ego Hendrixa, jednakże Vai prezentuje bardziej obszerny arsenał środków technicznych. Co ważne - zupełnie nie przeczy to melodyjności. Zagrywki fingerstyle i delikatna ogrywanie skal przechodzi w pełne pasaży, flażoletów, tappingu i efektu wah- wah solo. Utwór wart zarówno słuchania, jak i oglądania.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Grand Funk Railroad - Closer To Home


Grand Funk Railroad - Closer To Home (1970)

  1. Sin's A Good Man's Brother
  2. Aimless Lady
  3. Nothing Is The Same
  4. Mean Mistreater
  5. Get It Together
  6. I Don't Have To Sing The Blues
  7. Hooked On Love
  8. I'm Your Captain
Tygodnik Rolling Stone określił ich kiedyś mianem "najgorszego rockowego zespołu wszechczasów". Do dziś dnia miłośnicy zespołu (w tym ja) zachodzą w głowę, czym umotywowana była tak niesprawiedliwa opinia. Być może jest to kwestia zazdrości - Grand Funk rock po rocku wydawali błyskawicznie znikające ze sklepowych półek albumy; "Closer To Home" w kilka miesięcy osiągnęło status złotej płyty, a w następnych latach pokryło się wielokrotną platyną. Sukces komercyjny szedł w parze z artystycznym - muzyka Marka Farnera i spółki to arcyciekawa propozycja dla każdego miłośnika rockowych dźwięków.

Otwarcie jest oczywiście niepozorne - w lewym kanale delikatnie szumi akustyczna gitara, którą dosłownie zmiata jeden z najlepszych riffów w historii rocka. Tony potężnego fuzzu, wybijający się na pierwszy plan bas, doskonała gra perkusji i mocny wokal Marka Farnera - to wszystkie składniki wyśmienitego dania, jakim jest "Sin's A Good Man's Brother". Już po przesłuchaniu pierwszej kompozycji słuchacz zaczyna się zastanawiać - dlaczego ten zespół nie jest powszechnie znany? Na refleksje nie ma jednak zbyt wiele czasu, gdyż równie porywający jest utwór drugi. Dynamiczna gra sekcji rytmicznej oraz kapitalne gitarowe zagrywki lidera GFR zachwycają surowym brzmieniem i techniczną wirtuozerią. "Nothing Is The Same" zabiera nas w bardziej funkowe rejony; ponownie zachwyca sekcja (bas!) oraz solowa gra Marka Farnera. Zwalniamy dopiero przy czwartej na krążku kompozycji. Organy Hammonda wprowadzają nas w balladowy nastrój, klimat budują też wielogłosowe partie wokalne.  "Get It Together" także oparto o dźwięki instrumentów klawiszowych, jednakże do głosu dochodzą inspiracje muzyką gospel. Utwór szósty to powrót do dynamicznego grania - na pierwszym planie ponownie świetny riff i mocna sekcja; ciekawym rozwiązaniem jest latynoski w rytmice mostek. "Hooked On Love" łączy hard rock z muzyką gospel; co ciekawe zestawienie to broni się w bardzo naturalny sposób. Najdłuższy na płycie jest utwór ostatni, jeden z największych przebojów zespołu. Grand Funk Railroad to zespół, który większość swoich kompozycji opracowywał podczas wielogodzinnych jam sessions. "I'm Your Captain" to połączenie klasycznego rockowego numeru z partią orkiestry, którą postanowiono dodać na zasadzie absurdalnego skojarzenia. Z tego właśnie powodu utwór był często grany przez rozgłośnie z kręgu rocka progresywnego. 

Wstyd nie znać tego albumu. Po pierwsze dlatego, że Grand Funk wyprzedawali koncerty szybciej niż Beatlesi (!). Po drugie - wozili ze sobą 4 tony sprzętu i najlepsze (wtedy) na świecie nagłośnienie o mocy 4 000 W. A co najważniejsze - na tych rekordowo wyprzedanych i kapitalnie nagłośnionych koncertach grali wspaniałą muzykę, o czym możemy się dziś przekonać "tylko" z płyt. Czas nadrobić zaległości!


wtorek, 7 sierpnia 2012

Utwór: Ozzy Osbourne - Gets Me Through


1. Ozzy Osbourne - Gets Me Through (2001)

W przypadku moim i samozwańczego księcia ciemności obowiązuje jedna zasada - w każdym numerze uwielbiam wokal Ozzy'ego, ale słuchać mogę jedynie dobrych kompozycji. "Gets Me Through" powstało w moim ulubionym Osbourne'owym składzie - z Zakkiem Wylde, Robertem Trujillo, Mike'iem Bordinem oraz Timem Palmerem - i nie jest to tylko wyliczanka nazwisk. Po nieco mrocznym klawiszowym intro słuchacza miażdży główny riff, pięknie urozmaicony organami Hammonda; następnie oparty na melodyjnej gitarze mostek wprowadza nas w kolejny Wylde'owy majstersztyk. Te 40 sekund to istna dźwiękowa ekstaza, po której następuje jeszcze jedna zwrotka i kończące solo - tym razem zagrane z użyciem efektu wah-wah. Dodatkowym atutem jest tekst, w którym Ozzy dziękuje fanom i ironizuje na temat narosłej wokół jego osoby mitologii. Nic, tylko wciskać replay.


Ozzy Osbourne - Gets Me Through [HQ]

niedziela, 5 sierpnia 2012

John Frusciante - Going Inside EP


John Frusciante - Going Inside EP (2001)

  1. Going Inside
  2. Time Is Nothing
  3. So Would've I
  4. The Last Hymn
  5. Beginning Again
Nie jestem miłośnikiem formatu Extendent Play - za długiego na bycie singlem, za krótkiego na stanie się albumem długogrającym. Skazanie na niedoskonałość ma sens jedynie w przypadku zbioru odrzutów z sesji i tak mają się sprawy z "Going Inside EP". Do kilku piosenek pozostałych z nagrywania "To Record Only Waters For Ten Days" dorzucono lokomotywę w postaci utworu tytułowego i wydano całość jako naprawdę zgrabny zestaw.

Słuchacza zdobywa przede wszystkim mocne otwarcie - "Going Inside" to naprawdę wspaniała kompozycja. Riff gitary akustycznej dosłownie miażdży potężnie przesterowane, surowe solo. W ubarwionych syntezatorami zwrotkach Fru błyszczy jako wokalista, gitara do końca pobrzmiewa już tylko w tle. Ciekawostką jest teledysk w reżyserii Vincenta Gallo, który w późniejszych latach również będzie współpracował z Frusciante. Inne oblicze muzyka odkrywa równie wyśmienite "Time Is Nothing". Ta instrumentalna kompozycja prostymi środkami wyczarowuje naprawdę baśniowy klimat. O rejony awangardowego rocka zahacza utwór trzeci - zaśpiewana histerycznym wokalem akustyczna ballada nie przekonuje mnie tak, jak pozostałe pozycje na albumie. "The Last Hymn" to ciekawa melodia, falsetowe wokale i przejmujące brzmienia syntezatorów. Ponownie awangardowe są ostatnie dwie minuty wydawnictwa. Przytłaczający bas, gitara z efektem reverse oraz akompaniujący sobie na akustycznej gitarze John zaskakują słuchacza duszną atmosferą i nieoczywistym klimatem.

Dwanaście minut i dziewiętnaście sekund muzyki to dużo i mało. Za krótko, by wciągnąć słuchacza w skomplikowaną, wielowątkową opowieść; za długo, by pozostawić go z niedosytem. W sam raz, by zaciekawić nieszablonowymi brzmieniami, liryzmem czy aranżacyjnymi eksperymentami i skłonić do sięgnięcia po LP.

piątek, 3 sierpnia 2012

Utwór: Andy McKee - Drifting



1. Andy McKee - Drifting (Art of Motion, 2005)

Bohater dzisiejszego odcinka jest autorem jednego z najpopularniejszych klipów anglojęzycznego Youtube. "Drifting" (44,5 mln wyświetleń) to pokaz nieprzeciętnych umiejętności gry fingerstyle oraz kompozycji. Gdy dołączymy do tego jednoczesną grę perkusyjną artysty i przepiękne brzmienie jego instrumentów otrzymamy naprawdę fascynującą mieszankę, która sprawi że poprawimy i tak już imponujące statystyki.