sobota, 27 października 2012

Utwór: Jan Bo - Moja Wolność


Jan Borysewicz to z pewnością jeden z najwybitniejszych polskich gitarzystów i kompozytorów rockowych. Tytułowy utwór z trzeciej płyty muzyka to wspaniała hendrixiada - niosący riff rodem z "Band of Gypsys", zagrane z użyciem efektu wah-wah sola i kapitalna gra sekcji Pilichowski-Jabłoński sąsiaduje z (delikatnie mówiąc) średnim wokalem Borysewicza. Poniżej utwór oraz fragment telewizyjnego wywiadu zarejestrowanego tuż przed wydaniem krążka. Po krótkiej rozmowie następuje improwizacja na dwie gitary akustyczne, największy zachwyt budzi jednak "odlotowe" studio.


1. Jan Bo - Moja Wolność (Moja Wolność, 1995)

piątek, 26 października 2012

Utwór: Leszek Możdżer & Sinfonia Varsowia - Polskie drogi


Nie przepadam za Unią Europejską, jednak gdyby nie ona i polska prezydencja w 2011 roku nie doszłoby do skutku opisywane dziś wykonanie kompozycji Andrzeja Kurylewicza. Najlepszy polski pianista jazzowy, renomowana orkiestra i najbardziej rozpoznawalny dyrygent, czyli Adam Sztaba wydobywają cały urok tego znakomitego utworu. Ciąg dalszy spotkań z muzyką Andrzeja Kurylewicza wkrótce.



1. Leszek Możdżer & Sinfonia Varsovia - Polskie drogi (live Warszawa, 2011)

czwartek, 25 października 2012

Black Stone Cherry - Black Stone Cherry


Założeniem bloga jest opisywanie dobrych płyt i utworów. Czasami trafiają się arcydzieła - dzisiejsza płyta z pewnością do nich NIE należy. To solidna rockowa pozycja, która w tych trudnych muzycznie czasach przywraca mi wiarę w młodzież. Krążek wyraźnie inspirowany dokonaniami Pride&Glory nagrało bowiem czterech długowłosych panów, z których najstarszy w chwili wydania płyty miał... 23 lata. Przyjrzyjmy się uważnie niespełna 50 minutom na wskroś amerykańskiego hard rocka. 

Grunt to mocne otwarcie - połączenie przesterowanych gitar, solidnych riffów i rytmicznych zabaw przykuwa uwagę; po dodaniu melodyjnego refrenu i blues rockowego sola "Rain Wizard" zostaje murowanym kandydatem do miana przeboju. Mniejszy entuzjazm wzbudza utwór drugi, dopiero "Lonely Train" powoduje gwałtowny skok ciśnienia. Niby nic nowego, wszystkie chwyty dobrze już znamy, ale słucha się znakomicie. Bardziej dynamiczne jest "Maybe Someday" oparte na wiązance znakomitych riffów. Perełką na albumie jest bez wątpienia "Crosstown Woman", które po 20-sekundowym beznadziejnym początku przechodzi w najciekawiej zaaranżowaną kompozycję na płycie. Niosąca gra sekcji rytmicznej w zwrotkach została przełamana melodyjnym refrenem; smaczkiem jest dobór brzmień i gra gitary slide. O soft rockowe klimaty zahacza "Hell and High Water", ubarwione konwencjonalnym, acz miłym dla ucha solem. Powrót do pełnej energii przychodzi wraz z "Violator Girl" - świetny riff, wysmakowana solówka i walec a'la Pride&Glory w okolicach 2:33 - "To lubię!", rzekłby Mickiewicz. W utworze 11 przychodzi czas na gościnny występ grającego ze Steviem Ray'em Vaughanem Reese'go Wynansa, który Hammondowymi plamami urozmaica naprawdę dobrą kompozycję; na słowa uznania zasługuje też wokal Chrisa Robertsona, operującego zachrypniętym, mocnym, rockowym głosem. 

Słowo najlepiej oddające charakter tej płyty to "solidność". Czwórka z Kentucky odpowiednio dobiera proporcje pomiędzy mocarnymi riffami, melodyjnymi refrenami i bazującymi na bluesie solówkami. Debiutancki album Black Stone Cherry nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii rocka, ale na pewno może być swoistą odtrutką na ziejący pustką i czekający na kolejne wydawnictwa dinozaurów rynek muzyczny.





Black Stone Cherry - Black Stone Cherry (2006)
  1. Rain Wizard
  2. Backwoods Gold
  3. Lonely Train
  4. Maybe Someday
  5. When the Weight Comes Down
  6. Crosstown Woman
  7. Shooting Star
  8. Hell and High Water
  9. Shapes of Things
  10. Violator Girl
  11. Tired of the Rain
  12. Drive
  13. Rollin' On

środa, 24 października 2012

Utwór: B.B. King & Gary Moore - Thrill Is Gone


Po dłuższej przerwie spowodowanej biurokracją i chaosem panującym u dostawcy usług internetowych blog powraca do swojej pożądanej częstotliwości. Z okazji come backu (nie mylić z coming outem) postanowiłem wydobyć na światło dzienne niezwykły gitarowy duet. Utwór na dziś to nieśmiertelny przebój "Króla Bluesa", wykonany na londyńskim koncercie Gary'ego Moora. Nikogo nie dziwi głęboki, zachrypnięty głos Kinga, niczym specjalnym jest też liczny zespół i sekcja dęta. Urok tego wykonania polega przede wszystkim na "pojedynku" dwóch wielkich bluesowych gitar: inaczej brzmiących i posługujących się różnymi technikami, ale jednakowo zachwycających. O czystą magię ociera się gitarowy dialog pomiędzy czwartą a dziewiątą minutą, podczas którego King i Moore te same dźwięki wydobywają w zupełnie inny sposób, nacechowany indywidualnym stylem i feelingiem.



1. B.B. King & Gary Moore - Thrill Is Gone (Live Blues, 1993)

sobota, 13 października 2012

Utwór: Perfect - PePe Wróć


Gospodarka permanentnego niedoboru okresu schyłkowego PRL zaznaczyła się w historii także muzycznie. Na sklepowych półkach brakowało nie tylko produktów przemysłowych czy spożywczych, ale też... piwa pełnego, które zostało uwiecznione w piosence pod tajemniczym akronimem "PePe". Wyposażeni w tą wiedzę możemy zabierać się do interpretacji przezabawnego tekstu i zachwytów nad bluesowym feelingiem gitarowego duetu Hołdys/Urny.

Perfekt - Pepe Wróć

1. Perfect - PePe wróć (PePe wróć SP, 1981)

piątek, 12 października 2012

John Coltrane - Blue Train


Na przestrzeni całej mojej edukacji jedną z najbardziej zabawnych kwestii wydaje mi się być periodyzacja dziejów. Anglicy w jednym słowie określają wydarzenia przełomowe jako "milestones" - właśnie ten wyraz wydaje mi się być szczególnie znaczącym w kontekście bohaterki dzisiejszego odcinka - płyty "Blue Train".

John Coltrane z powodu problemów z narkotykami i alkoholem został wyrzucony z zespołu Milesa Daviesa. Wydarzenie to spowodowało przyspieszenie decyzji o rozpoczęciu solowej kariery saksofonisty. Po uporządkowaniu spraw osobistych podpisał kontrakt z wytwórnią Blue Note i na jeden dzień zamknął się z Lee Morganem, Curtisem Fullerem, Kenny'm Drew, Paulem Chambersem i Phily Joe Jonesem w Van Gelder Studio. Historycy jazzu klasyfikują drugi w solowej dyskografii muzyka alnum do nurtu hard bop - bazującego na częstych zmianach rytmu i rozbudowanych, acz melodyjnych improwizacjach. Uciekając od suchych słownikowych pojęć - obcujemy z jazzem żywiołowym, opartym na bluesie, wolnym od awangardowych naleciałości tak charakterystycznych chociażby dla nurtu cool jazzu. Od pierwszego obrotu płyty słychać niesamowite zgranie zespołu, swobodę w improwizacji i płynne przechodzenie od partii solowych do głównych tematów utworów. Właśnie w nich ujawnia się w pełni talent Coltrane'a jako kompozytora - "Blue train" czy "Lazy Bird" do dziś są jednymi z najchętniej granych podczas jam sessions standardów! Co więcej - wirtuozeria w grze Coltrane'a czyni ten album niesamowitym dokonaniem instrumentalnym. Jego frazowanie i wyczucie melodii sprawiają, że nawet nie rozsmakowany w jazzie słuchacz spędzi miłe godziny w towarzystwie tego krążka. 

Podsumowując - ta płyta to moje jazzowe nagranie wszechczasów. Dała początek wielkim sukcesom Coltrane'a, podłożyła też podwaliny pod kolejne wielkie tytuły - "Giant Steps" i nagrane z Milesem Daviesem "Kind of Blue". Pozycja obowiązkowa. 




John Coltrane - Blue Train (1957)
  1. Blue Train
  2. Moment's Notice
  3. Locomotion
  4. I'm Old Fashioned
  5. Lazy Bird