niedziela, 30 grudnia 2012

Nieco inny ranking


W sezonie zamęczania czytelników muzycznymi podsumowaniami roku czy nominacjami do gówno-dziś-wartych nagród Grammy zapraszam na nieco inne zestawienie. Postanowiłem wybrać spośród tegorocznych kampanii społecznych te, które a) są ciekawe b) siłę przekazu opierają na muzyce. Miłego słuchania i oglądania. Kolejność nieprzypadkowa.

1. Dumb Ways to Die - kampania Australian Metrotrains


Pogodna melodia, obłędnie zabawny tekst i animacja w stylu Happy Tree Friends. Skutecznie ostrzega przed głupią śmiercią w towarzystwie pociągów.

2. Girls going wild in red light district


Temat i forma zupełnie inne. Więcej zdradzić nie mogę, by nie popsuć finalnego efektu zaskoczenia i oszołomienia.

3. The Lost Choir - Mad World


Uwielbiana przeze mnie piosenka w dającej do myślenia interpretacji. Ten film to dowód na to, że można zrobić wstrząsający spot bez krwi, flaków i łez.

4. Requiem 2019


Ten klip to w zasadzie krótkometrażowy film. Rok 2019, ostatni żywy Płetwal błękitny staje oko w oko ze swoim prześladowcą - człowiekiem. Piękna muzyka Jane Blue nadaje tej mistrzowskiej animacji niezwykłego dramatyzmu. Chapeau bas!

piątek, 28 grudnia 2012

Armagejdon.


Z pewnymi rzeczami po prostu nie powinno się mieć związku - decydującym kryterium jest tzw. "poczucie obciachu". Kiedyś program Fifth Gear pod tym względem testował "obciachową" Skodę Superb, która z zaklejonym znaczkiem była przez przechodniów londyńskiego City identyfikowana jako auto klasy premium.  Analogicznie potraktuję "Life in Cartoon Motion". Jakie "Take It Easy" ? Jaki obciach?

Już od pierwszych dźwięków "Grace Kelly" myślimy: ktoś tu się porządnie nasłuchał Queen i  Eltona Johna z najlepszych lat. Od Mercury'ego i spółki różni się tylko ciężar gatunkowy. Mika wbrew idiotycznym zarzutom krytyki nie "poszedł na komercję". To nie brodaty bard, lecz artysta pop, świadomy ram gatunkowych w których zdecydował się tworzyć. Feeria falsetowych wokali oraz oparta na dźwiękach pianina aranżacja to główne atuty otwierającej kompozycji. Jest świeżo, ciekawie, dynamicznie. Punkt dla Miki.

Numer drugi z powodu zbyt dużej zawartości lukru dla wielu słuchaczy jest zwyczajnie niestrawny. "Lollipop" to moim zdaniem zgrabne nawiązanie do naiwnych zarówno tekstowo jak i muzycznie piosenek z lat 50. i 60. Poza popisem wokalnym warto zwrócić uwagę na wprowadzenie do aranżacji trąbki - kto dziś jeszcze w muzyce pop używa instrumentów dętych? Po koszmarnie miałkim numerze trzecim docieramy do utworu w którym po raz pierwszy naprawdę słychać, że głos Miki ma rozpiętość 5 oktaw. "Love Today" jest oczywiście zgrabną piosenką o niczym, ale czy wielu słuchaczy oczekuje po tej płycie przemyśleń godnych Pana Cogito?

Skatowany do granic możliwości przez wszystkie stacje radiowe numer piąty rozważnie pominę. Warto go jednak posłuchać w kontekście albumu - tym ciekawiej wypadnie wyraźnie kontrastujący "Any Other World", kojarzący mi się z "Elanor Rigby" Beatlesów. Skojarzenia z Wielką Czwórką odżywają przy kolejnej piosence. Piękna aranżacja na pianino i sekcje dętą dobrze uzupełnia się z falsetem Miki. "Big Girls" to lekka i zgrabna piosenka, będąca zarazem kolejną nicią łączącą Libańczyka z Freddiem Mercurym. Obaj panowie nie tylko mieli egzotyczne pochodzenie, śpiewali falsetem, grali na pianinie ale także śpiewali o krągłych damach (por. Fat Bottomed Girls). Piano pop najwyższej próby i ponownie pachnąca latami 70. aranżacja to "Stuck in the Middle". Ciekawa wokalnie jest ostatnia na liście pozycja. "Happy Ending" mimo kompozycyjnego banału dobrze oddaje głosowe możliwości Miki: początek w stylu wczesnego Michaela Jacksona, środek pomiędzy Mercurym a Bono, końcówka w stylu gospel. Gorzej, jeżeli odkryjemy że to tylko 4 podstawowe akordy...

Dlaczego na początku wspomniałem o kryterium obciachu? Bo to cholernie infantylna, pozbawiona głębszych treści muzyka. Właśnie dlatego uważam ją za doskonały pop - Mika nie udaje, że jest kimś więcej niż gwarantującym nam trzy kwadranse dobrej zabawy szansonistą. Muzycznie jest to album ciekawy, Libańczyk adaptuje sprawdzone patenty i schematy z naturalnym wdziękiem. Na koniec smaczek: ukryta ścieżka, która klimatem zupełnie różni się od pozostałych utworów z krążka. Gdyby zmienić nazwę wykonawcy na Radiohead, 80% hipsterskiej populacji udostępniałoby w nieskończoność.






Mika - Life in Cartoon Motion (2007)
  1. Grace Kelly
  2. Lollipop
  3. My Interpretation
  4. Love Today
  5. Relax (Take It Easy)
  6. Any Other World
  7. Billy Brown
  8. Big Girl (You Are Beautiful)
  9. Stuck in the Middle
  10. Happy Ending

niedziela, 23 grudnia 2012

Tam, gdzie nie zamyka się pubów.


Irlandia to mekka niejednego miłośnika piwa - wielu pubów po prostu się nie zamyka. Oprócz sączenia stereotypowego Guinessa Irlandczycy obowiązkowo tupią nogą w rytm skocznych, folkowych melodii. A mają do czego przytupywać - dziś zapraszam na spopularyzowaną przez "Sherlocka Holmesa" w reżyserii Guya Ritchiego oraz przez EURO 2012 XIX wieczną piosenkę "Rocky Road to Dublin". Poniżej wersje: albumowa, koncertowa i specjalna, przygotowana na futbolowe Mistrzostwa Europy w Polsce i Ukrainie, szerzej znana jako "You'll Never Beat the Irish".





1. The Dubliners - Rocky Road to Dublin (The Dubliners with Luke Kelly, 1964)

wtorek, 18 grudnia 2012

Utwór: John Mayer - Ain't No Sunshine


Wychwalany TU, TU, TU, oraz TU artysta i podrywacz dokonał rzeczy niemal niemożliwej - wykonał cover, który podoba mi się bardziej niż oryginał. "Ain't No Sunshine" w interpretacji Mayera sprytnie ślizga się między gatunkami. Początkowo jazzowa gra gitary ewoluuje w kierunku bluesa, by dojść aż do mocno rockowych rejonów. Niezmiennie doskonała jest za to sekcja rytmiczna Jordan/Palladino, która idealnie wyczuwa intencje lidera. Replay wielokrotny.



John Mayer Trio - Ain't No Sunshine (Live Crossroads Guitar Festival 2010)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

David Dietrich


Gdy dowiedziałem się od Eweliny jaki album zostanie moją "pracą domową" na kolejny z serii łączonych postów lekko spanikowałem. Pierwsza myśl która pojawiła się w mojej głowie to cytat z  99% amerykańskich seriali -  goddammit! David Bowie w mojej świadomości był jedynie Ziggym Stardustem, a znajomość jego twórczości ograniczała się do jednej płyty. Kiepski to początek...

"Ogarniętość to doskonałość", jak mawia Jakub Dębski. Mamy XXI wiek i google - jakoś dam radę. Ups. Polski internet niemal milczy na temat "Hunky Dory". Łapię się więc znajomych mi drobin, wręcz okruszków informacji, które mogą odsłonić proces powstawania tej płyty. Jest! Rick Wakeman, klawiszowiec Yes wziął udział w nagraniu trzech kompozycji na początku albumu - to już jakiś trop. Utwór pierwszy to zgrabny piano pop z dobrą aranżacją. "Oh! You Pretty Things" brzmi jak numer z późnego okresu The Beatles, różnicę robi jedynie śpiew Bowiego. Piosenka skrywająca się pod numerem trzecim to piękny dialog wokalu i bluesującej gitary na tle subtelnych akordów pianina. Wakeman może wykazać się dopiero w rozbudowanej i wielowątkowej kompozycji "Life On Mars".  Tu trop się urywa. Jednak wiedza faktograficzna okazuje się zbędna - płyty po prostu dobrze się słucha. Godnym szczególnej uwagi utworem jest przepięknie zaaranżowane "Fill Your Heart" - dźwięki pianina, smyczków, sekcji dętej i jazzowej perkusji tworzą lekką i zgrabną całość. Najbardziej przebojową piosenką z krążka jest "Andy Warhol" - mimo skromnego instrumentarium Bowie właściwie samym wokalem wyczarowuje niesamowity klimat, a linia melodyczna uparcie zamieszkuje w głowie na okres conajmniej tygodnia. Niestety, końcówka płyty jest zwyczajnie bezbarwna. Trzy ostatnie kompozycje zlewają się w jeden, nie wart zapamiętania twór.

Jak potraktować "Hunky Dory"? Dla mnie to jedna z tych płyt, które wymagają od słuchacza całkowitego zaangażowania. Dopiero przy pełnym skupieniu możemy dostrzec wartość trudnej do jednoznacznego sklasyfikowania twórczości Bowiego. Warto się z "Hunky Dory" zmierzyć, ale uwaga - Results May Vary.


David Bowie - Hunky Dory (1971)
  1. Changes
  2. Oh! You Pretty Things
  3. Eight Line Poem
  4. Life On Mars
  5. Kooks
  6. Quicksand
  7. Fill Your Heart
  8. Andy Warhol
  9. Song for Bob Dylan
  10. Queen Bitch
  11. The Bewlay Brothers

sobota, 15 grudnia 2012

Woodkid - Iron EP


Woodkid czyli Yoann Lemoine to nie tylko utalentowany reżyser wideoklipów Lany Del Rey, Rihanny, Moby'ego czy Katy Perry. To także jedno z muzycznych objawień 2011 roku, któremu wybaczę nawet koszmarny format EP. "Iron" to czteroelementowe, kompletne dzieło. 

Z powodu wyśmienitego klipu i wykorzystania "Iron" w trailerze gry, w dość krótkim czasie utwór stał się prawdziwym przebojem. Głos Woodkida silnie kojarzy mi się z Finkiem, jednak zupełnie inaczej prezentuje się warstwa instrumentalna. Nisko strojone kotły i różnorodne perkusjonalia oraz majestatyczna sekcja dęta budują pełen  patosu nastrój. Na takim tle tym ciekawiej brzmi ciepły wokal Lemoine'a. Numer drugi to oaza spokoju: podstawę kompozycji stanowi akustyczna gitara i pianino. Dęciaki zostały schowane, ale swoim brzmieniem nadają kompozycji szlachetnego rysu. Trzy minuty mijają w mgnieniu ucha i zanim zdążymy się pozbierać błyskawicznie przechodzimy do "Baltimore's Fireflies". Ta kompozycja od pierwszego przesłuchania wzbudziła we mnie filmowe skojarzenia - byłaby idealną ilustracją dla finałowej sceny w niejednym obrazie. Dynamiczne pianino, tym razem znów majestatyczna sekcja dęta i dźwięki elektrycznej gitary świetnie komponują się z ciepłym głosem Woodkida. "Wasteland" przynosi zupełnie inną rytmikę i strukturę kompozycji. Utwór powoli narasta - do dźwięków pianina i smyczków stopniowo dołączają poszczególne instrumenty dęte. Finał ponownie przenosi nas w świat muzyki filmowej, zachwyca dramatyzmem i rozmachem, by w pewnym momencie po prostu się urwać.

Do podstawowego zestawu czterech utworów dorzucono dwa remixy, które traktować należy jako ciekawostkę. EP-ka pozostawia słuchacza z uczuciem niedosytu: 14 minut znakomitej muzyki to po prostu za mało. Na całe szczęście artysta na tym mini-albumie nie poprzestał, o czym napiszę w jednym z kolejnych odcinków.





Woodkid - Iron EP (2011)
  1. Iron
  2. Brooklyn
  3. Baltimore's Fireflies
  4. Wasteland
  5. Iron (remix by Mystery Jets)
  6. Iron (remix by Gucci Vump)

czwartek, 13 grudnia 2012

Utwór: Red Hot Chili Peppers - Aeroplane


Czas urzędowania Dave'a Navarro w RHCP nie należy do moich ulubionych rozdziałów w historii papryczek. Okres ten miał jeden plus - wiodącą rolę w kompozycjach z "One Hot Minute" pełni bas. "Aeroplane" to prawdziwy popis Flea, w bardzo skąpym wymiarze uzupełniany przez dźwięki gitary. To jeden z tych utworów, które dzielnie opierają się upływowi czasu, do dziś brzmiąc świeżo i zadziornie. ♪ ♩ ♫ is my ✈ !




1. Red Hot Chili Peppers - Aeroplane (One Hot Minute, 1995)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Utwór: Black Rebel Motorcycle Club - Rifles


Uwielbiani przez autora TUTAJ i TUTAJ buntownicy goszczą dziś na łamach bloga z okazji chodzącego mi od tygodnia po głowie utworu z debiutanckiej płyty. "Rifles" to klasyczny rock, zbudowany na przestrzennym motywie gitar i naprawdę doskonałej grze gitary basowej. Uwaga: uzależnia!



Black Rebel Motorcycle Club - Rifles (B.R.M.C., 2001)

niedziela, 9 grudnia 2012

Illusion - IV: Bolilol Tour


Lata 90. przywykłem postrzegać jako najsmutniejszy okres w historii muzyki popularnej. Na  pustawym, ciemnym niebie świeci jednak kilka gwiazd, a Illusion jest najjaśniejszą w polskiej części firmamentu. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest koncert zarejestrowany m.in. w Elblągu, w nieistniejącym już klubie Kazamaty. Na uwagę zasługuje nie tylko muzyka, ale też niesamowita atmosfera krążka.

Płyta zaczyna się ciężkim pochodem nisko strojonych gitar, które przechodzą w "Nóż". Riff jednego z największych przebojów grupy w wersji live po prostu miażdży słuchacza. Mocny przester, zachrypnięty i potężny wokal Lipy oraz brutalny tekst na długo pozostają w pamięci, podobnie jak absurdalne zapowiedzi lidera. 
"Kur**, jak ja tutaj kur** lubię grać! To jest najlepsze miejsce na świecie i choćbym się zesrał tak będzie! Następna piosenka jest... młodzieżowa!" 
"Fame" to również mocarna rifferka, zwieńczona kolejną piękną wypowiedzią ("Następna piosenka jest... następną piosenką!"). Spore wrażenie robi "W słomę rąk". Mocne brzmienie sekcji rytmicznej sąsiaduje z brutalnymi gitarami i świetnymi partiami solowymi. Lipa nie byłby sobą, gdyby nie popełnił kolejnego cudownego tekstu- zapowiedź do "BTS" pozostawiam jednak w zakresie indywidualnej ciekawości badawczej czytelników. Sam utwór to absolutny majstersztyk, niesamowicie brzmi duet przenikających się gitar i pulsujący, lekko przesterowany bas. Wokalista nie musi śpiewać - z powodzeniem robi to za niego publiczność. Na koniec utworu pojawia się jedna z tajemnic wszechświata- Lipa na cały głos krzyczy "Kiszczak!"... taki właśnie jest to koncert. Skąpany w oparach absurdu, z fanatyczną, znającą wszystkie teksty publicznością.
"To co ma nadejść" zasługuje na osobny akapit - utwór ten skupia w sobie wszystkie najlepsze cechy zespołu. Potężny riff, dobra sekcja rytmiczna i charakterystyczny wokal Lipnickiego na nowo definiują rockową balladę. Wartość dodaną stanowią gitarowe detale - flażolety, sprzężenia i kapitalne solo. 
"Następna piosenka wiadomo jest jaka - szybka po prostu. Po wolnej musi być szybka. Takie są zasady muzykowania"
Fakt - "Vendetta" to zupełnie inny klimat i tempo. "140" przerywa ciekawy incydent - awarii ulega mikrofon. Większość zespołów wycięłaby taką wpadkę z płyty, ale nie Illusion - wszystko musi być do bólu autentyczne. Po porcji sprzężeń i pisków zespół raz jeszcze odpala dynamiczną riffową maszynę. W dalszej części koncertu ma miejsce kolejna niecodzienna sytuacja - z powodu bójki przed klubem koncert zostaje przerwany (wszystko oczywiście jest dalej rejestrowane). Żeby było jeszcze ciekawiej:
"Chciałem powiedzieć, że ktoś kto ma malucha z takimi rejestracjami: GKO 5661 został właśnie skrojony. I stoi glina, ktoś po prostu się wjeb** do tego malucha, więc niech ktoś tam idzie to załatwi. No właśnie poj**y jakieś, palanty. (..) Kur**, powinni obcinać ręce."

Jak więc potraktować tę płytę? Na pewno jest to materiał o niesamowitej wartości dokumentalnej. Absurdalny klimat połowy lat 90. został tu bardzo wiernie oddany, niekonwencjonalne poczucie humoru zespołu bawi do dziś. Muzycznie krążek to porcja naprawdę wyśmienitego, mocno rockowego riffowania, które nie ma terminu ważności. Dla mnie to polska hard rockowa płyta numer jeden.


Illusion - IV: Bolilol Tour (1996)
  1. Intro
  2. Nóż
  3. Fame
  4. W słomę rok
  5. BTS
  6. Big Black Hole
  7. Nikt
  8. To co ma nadejść
  9. Vendetta
  10. 140
  11. Keff
  12. Kły
  13. Wojtek
  14. Don't Creep
  15. Na luzie
  16. Tylko

czwartek, 6 grudnia 2012

Hear The Hope - Holy XII


Panie i Panowie! Bardzo rzadko zdarza mi się omawiać wydawnictwa świeże bądź dopiero powstające. Dziś małe odstępstwo od reguły - debiutancka EP-ka Hear The Hope ujrzy światło dzienne 12 grudnia. Każdy użytkownik więcej niż dwóch szarych komórek zapyta - dlaczego opisuję dzieło, którego jeszcze nie ma? Raz, że z jego ogarnięciem warto zdążyć przed końcem świata, dwa - że po prostu znam tę muzykę z koncertów. HTH to nietypowe metalowe hałasowanie - skomplikowana rytmika, bogaty przekrój gitarowych technik i niegłupi tekst raczej nie przypadnie do gustu miłośnikom muzyki "trzy akordy/darcie mordy". W wersji live brzmi świetnie, warto zapolować na koncert choć uprzedzam - nie jest to rozrywka dla przeciętnego Kowalskiego. Polecam ogarnąć stronę bandu - http://hearthehope.bandcamp.com/ i niecierpliwie wypatrywać epki przez specjalne wydarzenie na FB


środa, 5 grudnia 2012

Utwór: AC/DC - It's A Long Way To The Top


AC/DC (czytaj: ace piorun dece) nigdy nie należało do moich ulubionych zespołów. W przypadku tego utworu zauroczył mnie klip - jadąca przez Melbourne odkryta ciężarówka z grającym zespołem to fenomenalny motyw. Niespotykanym detalem jest grający na dudach pierwszy wokalista grupy, Bon Scott, który urodził się i wychował w  Szkocji. Świetnie brzmi partia solowa, gdzie dźwięki dud i gitar uzupełniają się, prowadząc ciekawy dialog.  



1. AC/DC - It's A Long Way To The Top (T.N.T., 1975)

niedziela, 2 grudnia 2012

Utwór: Oasis - Wonderwall


Piosenka została napisana przez Noela Gallaghera i opowiadała o jego ówczesnej dziewczynie, Meg Matthews. Niestety, od rozstania pary w 2001 roku, opowiada już o czymś innym. Uciekając od tej dość absurdalnej sytuacji, to kawałek przedniego britpopu. Do takiej muzyki w radio, gdy śniadanie - tęskno mi Panie. 



1. Oasis - Wonderwall ( (What's the Story) Morning Glory, 1995)