czwartek, 28 marca 2013

Morda w kubeł


Biała maska bez wyrazu, burza kręconych włosów i kubeł na głowie. Nie, nie chodzi o pacjenta zbiegłego z możdżerowskiego psychitatryka. Panie i Panowie - przed wami Brian Patrick Carroll. Buckethead. 

To z pewnością jeden z największych oryginałów w rockowym światku. Artysta jest połączony magiczną więzią z kurczakami - przez długie lata występował w kuble po skrzydełkach z KFC na głowie. Podczas nagrywania Chinese Democracy (tak, Kubłogłowy był członkiem Axl 'n' Roses) kazał wybudować w studiu kurnik, żeby poczuć się bardziej komfortowo. Jednak poza wizerunkiem totalnego świra jest jeszcze muzyka. 


Dyskografia tego artysty liczy 40 albumów solowych, 60 wydanych z innymi wykonawcami oraz 44 występy gościnne. Twórczość Bucketheada ma bardzo szerokie spektrum - od łagodnych ballad, przez rockową awangardę aż po najcięższe odmiany metalu. Na dobry początek zapraszam na Soothsayer z albumu Crime Slunk Scene. Kompozycja straszliwie długo się rozkręca. Jednak gdy od trzeciej minuty pojawia się partia solowa, zaczyna "się dziać": szaleńcze pasaże, tappingi, zabawa efektem Whammy... Techniczna strona kompozycji nie przeszkadza na szczęście melodii.


Buckethead będzie jednym z bohaterów audycji Good Times Old Times, którą na antenie radia MORS prowadzę wraz z Piotrkiem Bonarem. Początek o 19.00, słuchajcie na www.mors.ug.edu.pl . Zapraszam!






1. Buckethead - Soothsayer (Crime Slunk Scene, 2006)
2. Buckethead - Soothsayer (live, 20xx)

wtorek, 26 marca 2013

Klasztor obłąkanych



Dawny klasztor, obecnie szpital psychiatryczny. Kolorowe witraże zdobią strzeliste okna, z czerwienią ceglanych ścian kontrastują kamienne łuki, podtrzymujące zawieszone wysoko sklepienie. Przy wejściu do kaplicy stoi wielka chrzcielnica. W miejscu ołtarza -  błyszczący fortepian.

W tak niecodziennych warunkach powstawała wydana w 2004 roku płyta  Piano.  Realizujący nagranie Leszek Siewierski do rejestracji użył jedynie dwóch mikrofonów, wysokiej jakości kabli połączeniowych i rejestratora Nagra D. Tak prosty zestaw umożliwił zachowanie niebywale wysokiej jakości dźwięku, co słychać nawet na średniej klasy komputerowych głośnikach.

Dziś zapraszam na drugą na albumie kompozycję - Sanctus. Leszek Możdżer na preparowanym klinami strojeniowymi i gumkami do ścierania fortepianie czaruje już od pierwszych dźwięków. Słychać, że nagrania dokonano w 1997 roku, frazowanie znacząco różni się od tego znanego chociażby z The Time, częściej zahacza o "klasyczne" rejony. Mimo to jest niesamowicie charakterystyczne - stylu Możdżera nie da się pomylić z żadnym innym. Poniżej porywające wideo autorstwa Tomasza Toporowicza.

poniedziałek, 25 marca 2013

Przegląd tygodnia vol. 1


Dziś (25 marca) ukazuje się reedycja debiutanckiej płyty legendy polskiego rocka - grupy Perfect. Do podstawowej tracklisty dorzucono trzy bonusy, znane dotychczas tylko z kompilacji i koncertów: Po co?, Pepe wróć i Opanuj się.


Delta Machine - tak muzycy Depeche Mode zatytułowali swój trzynasty LP, dostępny w sprzedaży od 22 marca. Grupa wystąpi w Polsce podczas trasy promującej płytę. Więcej informacji TUTAJ.




22 marca przypadła 50. rocznica wydania debiutanckiego krążka The BeatlesPlease, please me wspięło się na szczyt list przebojów, a po 30 tygodniach spędzonych na pierwszym miejscu zostało zmienione... drugim albumem Beatlesów. Basista zespołu, Paul McCartney po raz pierwszy odwiedzi Polskę w ramach trasy Out There! Koncert odbędzie się 22 czerwca na Stadionie Narodowym w Warszawie. 



24 marca minęło 40 lat od premiery The Dark Side of The Moon zespołu Pink Floyd. Ten album to dla fana rocka pozycja obowiązkowa - wstyd nie znać. Więcej na temat płyty możecie przeczytać TUTAJ
Nowy krążek Joe Satrianiego, Unstoppable Momentum ukaże się 7 maja. Następca rewelacyjnego Black Swans & Wormhole Wizards powstaje w Skywalker Studios pod okiem samego Mike'a Frasera



Ozzy Osbourne w wywiadzie dla Tip It Up wyznał, że chciałby zaśpiewać z Adele. Czekam na ten duet z wypiekami na twarzy.

niedziela, 24 marca 2013

"Beethoven spotkał Hendrixa"



Zagorzali fani Red Hot Chili Peppers twierdzą, że Josh Klinghoffer gra prawie jak John Frusciante. Bzdura. "Prawie robi wielką różnicę" - ten reklamowy bon mot najlepiej oddaje smutną rzeczywistość. Wróćmy zatem do roku 2006 i posłuchajmy TEJ gitary. 


Nie oszukujmy się - twórczość kalifornijskiej grupy to muzyka na wskroś mainstreamowa. Jedynym wyróżniającym się elementem była gra Johna Frusciante. Ten fenomenalny gitarzysta i kompozytor bardziej wymagające i niebanalne rozwiązania stosował na swoich solowych albumach, w Chili Peppers królowały dobrze skrojone i zaaranżowane piosenki pop. Prawdziwej przyjemności dostarczają dopiero podczas koncertów - zagrane z dużą dozą nieprzewidywalnych improwizacji. 

31 minut i 31 sekund - tyle trwał występ Papryczek podczas londyńskiego koncertu w 2006 roku. Rozpoczęli pierwszym singlem pochodzącym z Stadium Arcadium.  Problem w tym, że Dani California to tak naprawdę nieco przerobione Mary Jane's Last Dance Toma Petty'ego... Wielką różnicę robi jednak gra gitarowa. Końcowe solo podczas londyńskiego show wywiera mocniejsze wrażenie niż to znane z wersji płytowej. Jeszcze lepiej jest w Scar Tissue. Piękna kombinacja high-gainowego przesteru i efektu wah-wah owocuje niesamowitym brzmieniem. Kolejny utwór opowiada o tłumach beztalenci przewijających się każdego roku przez Hollywood. Temat jakże nam bliski (por. Voice of Idol, Must Be The X-factor czy Łap Szpadel), w interpretacji RHCP wypada świetnie. Na płycie partia gitarowa w Tell Me Baby powodowała co najwyżej ziewanie. Tutaj - absolutny dynamit, zupełnie jakby na scenie dokazywała grupka dzieciaków, a nie starzy wyjadacze. Jak mawiał klasyk "Po wolnej musi być szybka" - czas na Snow. Pogodny i przebojowy singiel w rzeczywistości traktuje o kokainie i chińskiej białej heroinie... Po udanej wersji Under The Bridge przyszedł czas na energetyczne wykonanie Give It Away, poprzedzone fenomenalnym intrem. Mimo 44 lat Anthony Kiedis z szybkością karabinu maszynowego wyrzuca z siebie  tytułowy wers aż 68 razy Niestety, jak śpiewała Urszula - To co było raz, nie wróci już.

Obecnie Flea i spółka grają niczym się nie wyróżniający, miałki do bólu zębów pop, a Frusciante wydaje płyty z ledwie nadającą się do słuchania elektroniką. Szkoda. 


Red Hot Chili Peppers - Live at Top of the Pops, Londyn, 2006.
  1. Dani California
  2. Scar Tissue
  3. Tell Me Baby
  4. Snow
  5. Under The Bridge
  6. Give It Away
Tytuł jest fragmentem wywiadu, w którym Anthony Kiedis tak opisał grę Frusciante. „On jest zupełnie ponad to, to jakby Beethoven spotkał Hendrixa" 

sobota, 9 marca 2013

Na brzegu bezludnej wyspy


Gdy Syd Barrett stał się w Pink Floyd piątym kołem u wozu, David Gilmour został czwartym do brydża. Po odejściu Watersa był jak Cezar w I triumwiracie. Wszystko za sprawą magii zamkniętej w jego głosie. I gitarze.

"Moja technika jest chwilami zabawna. Wypracowałem sobie swój własny styl (...). Nigdy nie będę bardzo szybkim gitarzystą. Naprawdę nie wiem, co by tu powiedzieć o moim stylu. Zawsze jest w nim melodyczna intencja." - tak skromnie na temat swojej gry wypowiada się bohater dzisiejszego wpisu. Przypomina to trochę humor z zeszytów - "Mówi, mówi i nie mówi tego, co mówi". Jak widać, nie wszystko da się wyrazić słowami. 

"Marooned" to instrumentalna kompozycja pochodząca z wydanego w 1994 roku albumu "Division Bell". Poniżej zamieściłem wersję z urodzinowego koncertu Fendera. Na gitarach produkcji tej właśnie firmy David Gilmour nagrał wszystkie płyty Pink Floyd, oraz solowe "About Face" i "On An Island". Utwór urzeka przede wszystkim przestrzenną aranżacją. Gilmour mistrzowsko korzysta z możliwości mostka tremolo, taśmowego pogłosu i efektu Whammy. Piękno nieoczywistej melodii nie narzuca się słuchaczowi. Pozwala się odkrywać z każdym kolejnym przesłuchaniem. Czas na pierwsze.




środa, 6 marca 2013

Magia radia


Poprowadzę audycję! 

Razem z Piotrkiem Bonarem mam niebywałą przyjemność tworzyć audycję dla 20-letnich dziadków. "Good Times, Old Times" - rock sprzed kilku dekad podany w świeży (mamy nadzieję) i nieco czerstwy sposób. Premierowy odcinek jutro (czwartek) o godzinie 19:00. Dołączajcie do wydarzenia na Facebooku i słuchajcie na http://www.mors.ug.edu.pl/ !


Tomek Steńczyk vs. Edyta Górniak

 

Prywaty ciąg dalszy. Tomek Steńczyk, współbohater dzisiejszego wpisu, to jeden z najbardziej interesujących elbląskich muzyków. Lider nieistniejącej (?) już Mechanicznej Pomarańczy wydał właśnie debiutancką płytę "Myślibitwa". W zamieszczonym powyżej klipie gitarzystę i wokalistę wspomagają m.in. Bartek Krzywda i Grzegorz Sycz, znani czytelnikom z płyty Specjal Jazz Sextetu "Projekt Elbląg". Podstawowego problemu w utworze "Pokrzep mnie" nastręcza klasyfikacja gatunkowa - jakiż to atut w czasach wszelakiego sformatowania! Co więcej - mamy szansę na epokowe zwycięstwo alternatywnej muzyki nad mainstreamem. Pod TYM LINKIEM możecie poprawić pozycję "Pokrzep mnie" na liście przebojów Radia Olsztyn - aktualnie utwór plasuje się na miejscu drugim, ale po piętach depcze mu... Edyta Górniak. Do boju! 

niedziela, 3 marca 2013

Z ziemi bluesa do Polski



Bezmyślne kopiowanie amerykańskich wzorców budzi mój stanowczy sprzeciw. Nie przepadam też za Barackiem Obamą. Chciałbym jednak, by w Belwederze było tak dużo dobrej muzyki, jak  w Białym Domu. 

Nie ma dla mnie znaczenia, czy prezydent USA uwielbia bluesa, czy po prostu ma wyśmienitych doradców wizerunkowych. Fakt, że 21 lutego 2012 roku udało mu się zaprosić na kameralny koncert gros gwiazd tego gatunku muzyki. W Sali Wschodniej Białego Domu, w sąsiedztwie portretów poprzednich prezydentów, ustawiono pełną lampowych wzmacniaczy scenę, z której przez prawie dwie godziny płynęły przesiąknięte amerykańską tradycją dźwięki.

"Ta muzyka mówi o czymś uniwersalnym. Nikt nie idzie przez życie bez zarówno radości, jak i bólu, bez zwycięstw i smutków. Blues ma to wszystko, czasami zawarte w jednym słowie czy nucie." - po tych otwierających wieczór słowach gospodarza na scenie pojawił się B.B. King. Krótka wersja "Thrill Is Gone" pokazała, że 86-letni bluesman jest wciąż w doskonałej formie. 


Kolejnym jasnym punktem wieczoru był występ Jeffa Becka, w tym  świetna wersja "Brush with the Blues". Brytyjski gitarzysta mistrzowsko operuje potencjometrem głośności, uzyskując charakterystyczny efekt "narastania" dźwięku. 



Po trzech utworach wykonanych przez Micka Jaggera przyszedł czas na gwiazdę młodego pokolenia. Kariera Gary'ego Clarka Juniora nabrała tempa po świetnym występie na festiwalu Crossroads w 2010 roku. Utalentowany 28-latek, namaszczany na (kolejnego) następcę Hendrixa wykonał "Catfish Blues" Roberta Petway'a. 



Najbardziej poruszającym momentem wieczoru było wykonanie utworu "I'd Rather Go Blind" z repertuaru Etty James. Oszczędna interpretacja Dereka Trucksa, Susan Tedeschi i Warrena Haynesa nacechowana była niesamowitym feelingiem. Poza pięknymi partiami wokalnymi i gitarowymi zachwyca brzmienie organów Hammonda, które łagodnie spajają kompozycję.




Przedostatnią piosenką wykonaną tego wieczoru było "Five Long Years" Eddiego Boyda. Gwiazdorski kwartet (Buddy Guy, Jeff Beck, Mick Jagger, Gary Clark) pokazał, że siła bluesa tkwi nie tylko w sile emocji, ale również w poczuciu humoru. 




Tą cechą charakteru wykazał się też Barack Obama. Gdyby nagrody Grammy przyznawano tak łatwo, jak pokojową nagrodę Nobla, prezydent USA mógłby śmiało ubiegać się o statuetkę złotego gramofonu. Podczas finałowego "Sweet Home Chicago" Buddy Guy oraz B.B. King niemal zmusili gospodarza do wspólnego śpiewania, co wyszło mu całkiem nieźle.



Czas na chwilę refleksji. Bluesowy koncert w Białym Domu był jednym z serii "In Performance at the White House" emitowanym w całych Stanach przez publiczne telewizje PBS. Dlaczego podobnego cyklu nie zorganizować w Polsce? Miłościwie nam panujący Bronisław I Gajowy osobiście uczestniczy w wielu wydarzeniach kulturalnych, ale do promowania obcowania ze sztuką na masową skalę nie przywiązuje większej wagi. Może doczekamy transmitowanych przez publiczną telewizję koncertów w Belwederze? Na pewno mamy skąd czerpać pozytywne wzorce.