czwartek, 28 listopada 2013

What did You Fink?

Singer- songwriter to wymierający gatunek. Po kilku dekadach urodzaju (wystarczy wspomnieć Boba Dylana, Leonarda Cohena czy Joni Mitchell) nastał okres puszczy. A na puszczy woła jeden głos - Fink.


Można przykuć słuchacza do głośników na dwa sposoby. Pierwszy jest bardziej czasochłonny i kosztowny: skomplikowaną linię melodyczną ubieramy w bogatą aranżację, dorzucamy produkcyjne fajerwerki i frapujące detale, do tego obowiązkowo orkiestracja i chór gospel. Drugi to banał - sadzamy w studiu śpiewającego barda z gitarą. I czasami tyle wystarczy, by stworzyć coś niesamowitego.


Fink, a właściwie Fin Greenal, perfekcyjnie łączy grę techniką fingerstyle z lekko zachrypniętym, bluesowym wokalem. Aranżacja? Gitara, tamburyn i drugi głos Tima Thortona. Bez obaw - tak skromne środki w zupełności wystarczą, by wejść w głowę słuchacza na długie miesiące.





Fink - Maker (live at LP33, 2011)

2 komentarze: